Jak czytać etykiety? Naturalnie i zdrowo na wakacje. Porady eksperta.

Choć czytanie etykiet, znajdujących się na produktach spożywczych to coraz częstsza praktyka świadomych konsumentów, to wciąż wiele towarów po prostu wrzucamy do koszyka bez analizowania ich składu. Oznaczenia często zaszyfrowane są pod postacią kodów i nic nie mówiących nam określeń. Jak nie pogubić się w tym gąszczu i   wybierać najbardziej wartościową ofertę ze sklepowych półek?

Toksyczne tłuszcze
Niestety zamieniliśmy masło początkowo na margarynę, a teraz już na olej palmowy, oleje uniwersalne: rzepakowy i słonecznikowy. To wszystko sprawia, że choć wiele produktów nadal pięknie wygląda, już nie smakuje jak kiedyś, ponieważ są one zrobione z wysoko przetworzonych składników, które nie służą naszemu zdrowiu – tłumaczy trener zdrowia Agnieszka Pająk, autorka książki „Metaboliczne IQ”. W cukierni trudno już znaleźć ciasta przygotowane na bazie masła, jednak nadal mamy wpływ na to, czego użyjemy w domowych wypiekach. Możemy na przykład zamienić popularną margarynę na prawdziwe masło. Do smażenia najlepiej sprawdzi się np. olej ryżowy, który ma wysoką temperaturę dymienia, dzięki czemu podczas podgrzania nie wytwarzają się rakotwórcze związki.   Można wybrać masło klarowane, jak również owiany niegdyś złą sławą smalec, który teraz powraca do łask. I niekoniecznie musi to być popularna kostka wieprzowego tłuszczu, a na przykład ekologiczny smalec gęsi.

W składach produktów unikajmy wysoko przetworzonych olejów, m.in. oleju palmowego.

„Bułeczka babuni” - czy aby na pewno?
Wiele produktów posiada bardzo kuszące nazwy marketingowe. Producenci dwoją i się i troją, by uatrakcyjnić swoje towary. Niestety nie istnieją przepisy, które regulowałyby tę kwestię. To w skrócie oznacza, że dany produkt można nazwać dowolnie i niekoniecznie jego nazwa musi zgadzać się z tym, co on zawiera, albo czym jest w rzeczywistości.  Stąd mamy chleb domowy przygotowany z różnego rodzaju chemicznymi dodatkami czy wiejskie jaja, które w rzeczywistości pochodzą z przemysłowej hodowli.

Uwaga na nazwy produktów! Mogą one być jedynie chwytem marketingowym!

Bio, eco, organic
Choć często produkty w ten sposób oznaczone również nie są w stu procentach wolne od pestycydów czy sztucznych nawozów, to zwykle są dużo lepszej jakości. Tu podobnie, należy sprawdzać oznaczenia certyfikatów na opakowaniu, a  nie sugerować się wyłącznie nazwą np. bio. 

Nastrzykiwane wędliny
Przy wyborze mięsa, zwróćmy uwagę, czy nie ma na nim śladu po nakłuciach. Producenci często stosują nastrzykiwanie m.in. w celu zwiększenia wagi. Jeśli chodzi o wędliny,  nie kupujmy takich, które wyglądają podejrzanie, coś z nich wycieka, czy mają nienaturalny kolor wędzenia, bo są po prostu malowane farbą o zapachu wędzarniczym – podkreśla Agnieszka Pająk. 

Prosto od rolnika
Aby być pewnym jakości zakupionych towarów, najlepiej nawiązać współpracę z zaprzyjaźnionym rolnikiem. Wówczas możemy uzyskać szczegółowe informacje, jak dany produkt został wytworzony lub nawet sprawdzić to na własne oczy. Jest coraz więcej platform internetowych, na których możemy na przykład raz w tygodniu zamówić produkty. Te zaś zostaną dostarczone nam pod same drzwi mieszkania – tłumaczy Agnieszka Pająk

Zeskanuj kod
Są aplikacje, które pomagają nam w rozpoznawaniu szkodliwości składników, znajdujących się w danym produkcie. Wystarczy zeskanować jego kod i otrzymamy informację, czy produkt jest zdecydowanie do wyeliminowania, względnie dobry, czy zdrowy. 

Aktualnie zjadamy około 10 kilogramów dodatków do żywności rocznie!

Im mniej, tym lepiej
W tej zasadzie chodzi oczywiście o ilość składników, znajdujących się na etykiecie produktu. Zatem jeśli kupujemy na przykład jogurt, to ten prawdziwie naturalny będzie w składzie zawierał jedynie mleko i kultury bakterii. To samo dotyczy wędlin, serów i innych produktów.  Im krótsza lista, tym lepiej dla naszego zdrowia.

Ukryte oznaczenia
Producenci wiedząc, że świadomość konsumentów jest coraz większa, zmieniają nazwy składników. I tak na przykład mleko w proszku zastępowane jest określeniem białka mleka, a glutaminian sodowy może zostać zastąpiony podobnym składnikiem o nazwie ekstrakt drożdżowy. Bacznie należy również przyglądać się wszystkim produktom bez cukru. Dosładzane są one często aspartamem, bądź sacharyną, które mogą sprzyjać m.in. nowotworom. Lista z kolei E-dodatków jest bardzo długa i z łatwością sprawdzimy ich nazwy w internecie. Dzieli się na kilka grup: E100 odpowiadają za barwniki, E200 to konserwanty, E300 przeciwutleniacze, E400 emulgatory, E600 natomiast to wzmacniacze smaku. Choć niektóre uznane są za obojętne dla zdrowia, to jednak im mniej E w składzie, tym lepiej.

Białka mleka to też mleko w proszku, a glutaminian sodu często zastępuje się ekstraktem drożdżowym, występującym również pod nazwą hydrolizowane białka roślinne. 

Warto zatem dokładnie czytać etykiety produktów ze sklepowych półek. Jeśli już zaczniemy, szybko wejdzie nam to w nawyk, dzięki czemu będziemy odżywiać się naturalnie, a co za tym idzie zdrowo. I choć pełnowartościowe produkty są nieco droższe, w ogólnym bilansie wyjdziemy na plus. Mniej pieniędzy zostawimy u lekarza, czy w aptece, a jedynym „efektem ubocznym” będzie nasze dobre samopoczucie. 

A więcej cennych informacji o tym, jak mądrze robić zakupy, wybierać produkty i czytać etykiety, w rozmowach z naszym ekspertem:
Ekspert radzi w Radiu Katowice - Jak czytać etykiety?
Ekspert radzi w Radiu Katowice - Zakupy z głową
Ekspert radzi w Radiu Katowice - Bio, eco, organic
 
Tekst: Katarzyna Herbuś /kh/