Koszykarze MKS-u Dąbrowa Górnicza zgotowali sobie nerwową końcówkę, ale wygrali z Anwilem

fot.mksdabrowa.pl

Koszykarze MKS-u Dąbrowa Górnicza po trzech kwartach prowadzili 19 punktami, ale szalony pościg Anwilu niemal nie doprowadził do dogrywki. Ostatecznie to gospodarze wygrali 87:84.

Już pierwsza kwarta potwierdziła jaki progres w ostatnich tygodniach zaliczyli podopieczni Alessandro Magro. MKS wygrał ją 31:18. Liderem dąbrowian był Lee Moore. Wtórowali mu Andy Mazurczak i Malcolm Rhett. W drugiej kwarcie Anwil, w dużej mierze dzięki skuteczności Dykesa i Almeidy, nie pozwalał jeszcze bardziej odskoczyć miejscowym. Ale ci i tak na przerwę schodzili przy 18 punktowym prowadzeniu.

Najwyższe prowadzenie dąbrowian wynosiło 22 oczka. Włocławianie zagrali jednak świetną końcówkę spotkania. Indywidualne popisy Almeidy, który trafiał za trzy i świetnie dzielił się piłką, zmniejszały straty. Goście niemal dopięli swego. W ostatnich sekundach mieli dwie potencjalne akcje na doprowadzenie do dogrywki. MKS prowadził 87:84 i tylko jedna skuteczna akcja dzieliła dwa zespoły. Jednak dwukrotnie pomylił się niezawodny wcześniej Almeida i dąbrowianie mogli cieszyć się z 10. zwycięstwa w sezonie.

Dzięki wygranej zawodnicy z Hali Centrum są na 8. pozycji w tabeli i nadal liczą się w walce o fazę play-offs.

MKS Dąbrowa Górnicza - Anwil Włocławek 87:84 (31:18, 23:18, 18:17, 15:31)

MKS: Lee Moore 23, Andy Mazurczak 22, Malcolm Rhett 19, Elijah Wilson 8, Jakub Motylewski 6, Milivoje Mijović 5, Vytenis Cizasukas 2, Michał Nowakowski 2, Michał Kroczak 0, Marek Piechowicz 0.

Anwil: Kyndall Dykes 21, Ivan Almeida 18, Rotnei Clarke 15, Artur Mielczarek 11, Krzysztof Sulima 7, Ivica Radić 7, Przemysław Zamojski 3, Wojciech Tomaszewski 2, Andrzej Pluta 0, Walerij Lichodiej 0.

Autor: Piotr Muszalski/pm/