Mija 20 lat od największej katastrofy budowlanej w historii Polski. "Pamięć o tragedii w Międzynarodowych Targach Katowickich jest stale odświeżana. Przebieg zdarzenia próbujemy opisywać i wykorzystywać do bieżącej działalności instytucji ratowniczych w procesie edukacyjnym" - mówił w Radiu Katowice generał Janusz Skulich, który dwie dekady temu dowodził akcją ratowniczą po zawaleniu się dachu MTK w Chorzowie. "To zdarzenie odcisnęło jakieś piętno na mojej psychice i tak już pozostanie pewnie" - mówił gość Łukasza Łaskawca.
„Bardzo często powtarzamy ten moment, kiedy ratownicy w początkowej fazie akcji, kiedy jeszcze byli w stanie ratować ludzi, musieli wchodzić na halę, na tę zwaloną konstrukcję, która zalegała na powierzchni blisko hektara. Chodzili po tej konstrukcji, mając świadomość, że pod spodem są ludzie. Ich było słychać. Było słychać nawoływania o pomoc, było słychać telefony komórkowe, które dzwoniły u tych ludzi, a dzwonili bliscy, żeby zobaczyć, upewnić się, czy żyją, czy nie" – wspominał generał Janusz Skulich. Dodał, że "w pierwszych momentach działania ratunkowego, kiedy jest szansa na uratowanie ludzi, działa pewien rodzaj automatyzmu, a ludzie pracują, bo widzą, jaki jest cel". „Problem zaczyna się wtedy, kiedy mija już te kilka godzin, kiedy już widzimy, że zaczynamy wydobywać więcej osób, które nie żyją, od tych, które żyją, i trzeba trochę odpocząć od tej całej akcji. I wtedy te emocje biorą górę" – wyjaśnił.
W ocenie generała Janusza Skulicha, największym przeciwnikiem ratowników biorących udział w akcji przed dwiema dekadami nie był mróz, a emocje.
Gen. Janusz Skulich: Zawsze będą wątpliwości
"Byłbym nieodpowiedzialny i zarozumiały, gdybym powiedział, że wszystko, co tam się działo, było w sposób idealny zorganizowane. Tak nie było" - przyznał gość rozgłośni. „Wyciągamy wnioski z tego, zwracamy uwagę na poważne błędy w ocenie sytuacji na przykład, tak i na te mniejsze. Zawsze będą wątpliwości. Zginęło 65 osób. W sumieniach ratowników, tych wszystkich, którzy organizowali działanie, pozostanie ocena, czy można było zrobić coś więcej, żeby chociaż jedną z nich uratować" – mówił gość rozgłośni. „To jest przedmiotem naszego zainteresowania w tym całym procesie szkoleniowym, tym związanym z odtwarzaniem tych wszystkich momentów po to, no żeby lepiej zareagować w podobnych sytuacjach w przyszłości" – podkreślił gen. Janusz Skulich.
Gość Radia Katowice zwrócił uwagę, że "zalegający na dachu śnieg był bezpośrednią, ale nie był jedyną przyczyną zawalenia się hali". Wymienił jeszcze błędy projektowe, nieuprawnione modyfikacje w czasie budowy obiektu i w końcu jego zły sposób utrzymania. „Myślę, że dzisiaj właściciele obiektów już podchodzą do tego bardziej odpowiedzialnie, ale po to są te rocznice, żeby przypominać o tym, że takie zdarzenia mogą występować, żeby przypominać o tym, że są obowiązki związane z tymi obiektami, żeby wyrażać szacunek dla tych, którzy zginęli, i szacunek dla tych, którzy uczestniczyli w tych wszystkich przedsięwzięciach ratowniczych. Ale przede wszystkim, żeby nie tracić pamięci o tym, że podobne sytuacje mogą się nam również przydarzać" – podsumował gen. Janusz Skulich.
Do zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich w Chorzowie doszło 28 stycznia 2006 roku. Zginęło 65 osób, a 140 zostało rannych. Była to największa katastrofa budowlana we współczesnej historii Polski. Uroczystości rocznicowe tradycyjnie odbędą się przy pomniku, wybudowanym w pobliżu placu po zawalonej hali.
Z byłym komendantem wojewódzkim Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach, który dwie dekady temu dowodził akcją ratowników w MTK, generałem Januszem Skulichem rozmawiał Łukasz Łaskawiec.
Są w historii takie daty, które zmieniają krajobraz miasta i pamięć jego mieszkańców. Dziś mija dokładnie 20 lat od wieczoru, który zatrzymał serca nie tylko na Śląsku, ale w całym kraju. 28 stycznia 2006 roku, godzina 17:15, doszło do zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich w Chorzowie. Na dachu o powierzchni hektara zalegała warstwa śniegu i lodu. Zginęło 65 osób, a 140 zostało rannych. To była największa katastrofa budowlana we współczesnej historii Polski, ale też największy sprawdzian dla tych, którzy niosą pomoc. Moim i państwa gościem w Radiu Katowice jest generał Janusz Skulich, były Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach, który 20 lat temu dowodził akcją ratowników przy hali MTK. Dzień dobry.
Dzień dobry. Witam państwa.
Panie generale czy przygotowując się do naszej dzisiejszej rozmowy, do naszego spotkania, poczuł pan, że te 20 lat minęło jak jeden dzień?
Może jak jeden dzień nie, ale pamięć jest świeża o tych wszystkich zdarzeniach. Ona ciągle jest odświeżana tym, że to zdarzenie, jego przebieg próbujemy opisywać -ze względu na jego skalę, zakres- i wykorzystywać do bieżącej działalności różnych instytucji ratowniczych w procesie edukacyjnym. Żeby o niej opowiadać, w jaki sposób była organizowana, jakie problemy były z tym związane, jakie błędy były popełnione w czasie tego przedsięwzięcia. Ja uczestniczę w tym procesie, często jestem proszony o relację i swoje wnioski w tym zakresie, stąd ciągle to są takie czynniki, które moją pamięć odświeżają. Zresztą akcja, cała ta sytuacja nie tylko związana z tymi kilkoma dniami zdarzenia, ale okresem, który później nastąpił, związany z oceną itd., myślę że odcisnęła jakieś piętno na mojej psychice i tak już pozostanie pewnie.
Ratownicy często wspominają dźwięk osiadającej konstrukcji czy też zapach mroźnego powietrza towarzyszącego akcji ratunkowej. Co pan widzi lub słyszy, gdy myślami wraca pan do wydarzeń sprzed 20 lat?
Jeśli chcemy mówić o tych wrażeniach dźwiękowych, to rzeczywiście bardzo często powtarzamy ten moment, kiedy ratownicy w początkowej fazie akcji, kiedy jeszcze byli w stanie ratować ludzi, musieli wchodzić na halę, na tę zwaloną konstrukcję, która zalegała na powierzchni, jak to mówiliśmy blisko hektara. Chodzili po tej konstrukcji mając świadomość, że pod spodem są ludzie. Ich było słychać. Było słychać nawoływania o pomoc, było słychać telefony komórkowe, które dzwoniły do tych ludzi, a dzwonili bliscy żeby upewnić się czy żyją czy nie. To był czynnik potęgujący taką atmosferę emocji i napięcia psychicznego dla wszystkich ratowników. Choć jak dzisiaj opowiadam o tym i próbujemy jakby z dystansu na to wszystko popatrzeć, to trzeba powiedzieć, że te pierwsze momenty takiego działania ratunkowego, kiedy jeszcze jest szansa na uratowanie ludzi, kiedy wszyscy są skupieni na tym celu w postaci ratowania ludzi, te wrażenia nie mają takiego zasadniczego znaczenia. Działa pewien rodzaj automatyzmu, ludzie pracują bo widzą jaki jest cel. Problem zaczyna się wtedy, kiedy mija kilka godzin, kiedy już widzimy, że zaczynamy wydobywać więcej osób, które nie żyją. Trzeba odpocząć od tej całej akcji i wtedy te emocje biorą górę.
Co było waszym największym przeciwnikiem? Emocje czy mróz?
Trudno powiedzieć, zważyć te różne okoliczności, zresztą nie tylko te czynniki, jeszcze inne czynniki można brać pod uwagę. Ja będę wymieniał jednak te emocjonalne, te związane i z tymi sytuacjami, które opisałem, ale proszę sobie wyobrazić, że w odległości 10 metrów od hali za płotem stał tłum ludzi związanych z tymi osobami, które tam były w hali.
A to pan zakomunikował, że pod gruzami nie ma już żywych osób.
Tak, ale to nastąpiło troszeczkę później, ale reakcja tych ludzi, opis tych sytuacji kiedy nie mieli pewności, co się dzieje z ich bliskimi, co tak naprawdę się dzieje na terenie całej akcji, były również czasami skrajne. Myślę sobie, że te czynniki emocjonalne to chyba najtrudniejsze, i to na co zwracam uwagę zawsze, to wyjątkowość tego zdarzenia pod względem zaangażowania różnych środków ratowniczych, nie tylko strażaków i ratowników medycznych. Na Śląsku górnicy – fenomenalne drużyny, mówię czasami tak, że wiele jednostek straży czy wojska mogłoby się od nich uczyć sposobu prowadzenia takich działań.
Panie generale spróbujmy sobie porównać strażaka z 2006 roku i z 2026 roku. Jak bardzo się różnią? 20 lat temu nie mieliście przecież dronów czy nowoczesnej termowizji. Sprzętowo i proceduralnie chyba jesteśmy już w innym świecie?
Tak, ma pan rację. Strażacy są lepiej wyposażeni w sprzęt ochrony osobistej i lepiej są wyposażeni w takie narzędzia, które umożliwiają łatwiejszą ocenę sytuacji czy bezpieczniejsze wykonanie zadania, ale również mają inne umiejętności. Dzisiaj standardem, normą jest, że każdy strażak ma kwalifikacje do udzielania wyższego poziomu pomocy medycznej, tej kwalifikowanej pierwszej pomocy. Wtedy jeszcze to nie był standard. Myśmy na Śląsku budowali już taki potencjał w strażakach, ale nie można było powiedzieć, że każdy strażak ma te kwalifikacje. Dzisiaj już tak jest. Dzisiaj już byliby w stanie lepiej wspomóc działania ratowników medycznych. Nie zastąpić ich, bo nigdy ich nie zastąpią, ale na pewno trafnie ocenią sytuację, lepiej potrafią ją zrealizować.
Czy tę akcję ratunkową panie generale 20 lat temu można było przeprowadzić inaczej? Gdyby pan mógł, co by pan zmienił?
Proszę pana, im więcej czasu upływa od tego, tym więcej czasu poświęcamy na analizę różnych okoliczności i byłbym nieodpowiedzialny czy wyjątkowo zarozumiały gdybym powiedział, że wszystko, co tam się działo, było w sposób idealny zorganizowane. Tak nie było. Wyciągamy wnioski z tego, zwracamy uwagę na poważne błędy w ocenie sytuacji na przykład i na te mniejsze. Zawsze będą wątpliwości. Zginęło 65 osób. W sumieniach ratowników, tych wszystkich którzy organizowali działania, pozostanie ocena czy można było zrobić coś więcej żeby chociaż jedną z nich uratować. To jest przedmiotem naszego zainteresowania w tym całym procesie szkoleniowym związanym z odtwarzaniem tych wszystkich momentów, po to żeby lepiej zareagować w podobnych sytuacjach w przyszłości.
A czy wierzy pan, że my jako społeczeństwo wyciągnęliśmy wnioski z tej tragedii? Czy dziś wchodząc do galerii handlowej czy do jakiejś hali wystawienniczej możemy czuć się bezpieczniej?
My musimy być zawsze wrażliwi na różne czynniki czy symptomy, które mogą na nas sprowadzić nieszczęście. To nie musi być śnieg, to mogą być różne okoliczności.
Wiatr chociażby.
Tak. Czy celowe działanie człowieka. W tej chwili, powiedzmy sobie jasno, musimy uważać na to czy ktoś nam nie sprowadzi tego nieszczęścia. My wiemy, że śnieg był bezpośrednią przyczyną, ale nie był jedyną przyczyną tego zdarzenia.
Były wady konstrukcyjne także.
Rozpocząć trzeba od błędów projektowych w ogóle w tym obiekcie, potem przez błędy, a właściwie modyfikacje nieuprawnione w czasie budowy tego obiektu, potem ten właśnie zły czy nie dość dobry sposób utrzymania obiektu i na końcu śnieg, który spowodował to zawalenie. Myślę, że dzisiaj właściciele obiektów już podchodzą do tego bardziej odpowiedzialnie, ale po to są te rocznice żeby przypominać o tym, że takie zdarzenia mogą występować, żeby przypominać o tym, że są obowiązki związane z tymi obiektami, żeby wyrażać szacunek dla tych, którzy zginęli i szacunek dla tych, którzy uczestniczyli w tych wszystkich przedsięwzięciach ratowniczych, ale przede wszystkim żeby nie tracić pamięci o tym, że podobne sytuacje mogą się nam również przydarzać.
Musimy być czujni i uważni. Dziś rocznicowe obchody. Uroczystości tradycyjnie odbędą się przy pomniku wybudowanym w pobliżu placu po zawalonej hali, a moim i państwa gościem w Radiu Katowice był generał Janusz Skulich były Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach, który 20 lat temu dowodził akcją ratowników na hali MTK. Dziękuję za spotkanie i rozmowę.
Dziękuję bardzo.
Zawsze jesteśmy w centrum wydarzeń. Dyskutujemy o problemach ważnych dla kraju i regionu. Zadajemy trudne pytania, zmierzamy do sedna sprawy. Wykładamy kawę na ławę.
