Wokół polskiego górnictwa i roli węgla w krajowym miksie energetycznym wciąż toczą się intensywne dyskusje. W rozmowie na antenie Radia Katowice były wiceminister gospodarki oraz ekspert górniczy, dr inż. Jerzy Markowski, przeanalizował kluczowe pytania dotyczące tego, czy Polska nadal stoi węglem, jak długo potrwa jego wydobycie oraz czy realny jest powrót do zwiększenia krajowej produkcji tego surowca.
Wbrew pojawiającym się opiniom o szybkim odchodzeniu od paliw kopalnych, Polska w rzeczywistości nigdy nie zrezygnowała z węgla. Jerzy Markowski podkreśla, że surowiec ten wciąż odpowiada za ponad 50% bezpieczeństwa energetycznego kraju w skali roku. Udział węgla w produkcji energii elektrycznej bywa zmienny i w zależności od pory roku oraz warunków pogodowych waha się od niespełna 50% do nawet 90%, zwłaszcza w okresach, gdy odnawialne źródła energii (OZE) pracują z mniejszą wydajnością.
Ekspert zwraca uwagę, że dopóki nie powstanie stabilna alternatywa, taka jak energetyka jądrowa, węgiel pozostanie niezbędnym fundamentem systemu. Z kolei alternatywa gazowa staje się coraz trudniejsza i bardziej ryzykowna ze względu na wyzwania logistyczne oraz geopolityczne związane z transportem tego surowca.
Sytuacja krajowego wydobycia staje się coraz bardziej skomplikowana. Podczas gdy świat wydobywa obecnie niemal 9 miliardów ton węgla rocznie – z czego same Chiny odpowiadają za 4,8 mld ton, a Indie za prawie miliard ton – polskie wydobycie plasuje się na poziomie około 47 milionów ton rocznie. Z tej wielkości blisko 11 milionów ton stanowi węgiel koksowy, co oznacza, że na potrzeby energetyki pozostaje jedynie nieco ponad 30 milionów ton węgla kamiennego.
Ilość ta jest niewystarczająca do zaspokojenia potrzeb polskiej gospodarki, co zmusza kraj do rosnącego importu. Przed wybuchem wojny na Ukrainie Polska sprowadzała rocznie około 16 milionów ton węgla (z czego 12 milionów ton z Rosji). Po zmianie układu geopolitycznego wielkość sprowadzanego surowca znów rośnie i szacuje się, że w tym roku zbliży się do 10 milionów ton.
Zgodnie z ustaleniami umowy społecznej, harmonogram wygaszania górnictwa węgla energetycznego w Polsce wyznaczono na rok 2049. Kopalnie na Górnym Śląsku będą stopniowo kończyć pracę głównie z powodu wyczerpywania się udostępnionych zasobów oraz braku dostatecznych inwestycji. Brak nakładów inwestycyjnych prowadzi z kolei do wzrostu kosztów wydobycia, co obniża konkurencyjność polskiego węgla.
Jerzy Markowski prognozuje jednak, że węgiel kamienny będzie wykorzystywany w polskiej elektroenergetyce jeszcze przez około 35–40 lat. Będzie on musiał zastąpić m.in. węgiel brunatny, którego wydobycie i wykorzystanie w Polsce zakończy się znacznie wcześniej, bo już w ciągu najbliższych 10 lat.
Hasła dotyczące „powrotu do węgla” czy reaktywacji śląskiego górnictwa były wiceminister określa jako nierealne w obecnych realiach prawno-administracyjnych. Główną barierą nie są wyłącznie same zasoby, lecz paraliżujące i długotrwałe procedury koncesyjne oraz decyzje środowiskowe.
Uzyskanie formalnych zgód i koncesji na wydobycie w Polsce trwa obecnie dłużej niż sama fizyczna budowa kopalni – procedury te potrafią ciągnąć się ponad 20 lat.
Wobec tak przewlekłych procedur urzędowych powstanie nowej kopalni na Śląsku jest w praktyce niemożliwe. Ewentualny rozwój wydobycia mógłby nastąpić jedynie w Zagłębiu Lubelskim lub poprzez wykorzystanie istniejącej infrastruktury tam, gdzie kopalnie posiadają jeszcze udostępnione złoża.
Cała rozmowa poniżej:
Zawsze jesteśmy w centrum wydarzeń. Dyskutujemy o problemach ważnych dla kraju i regionu. Zadajemy trudne pytania, zmierzamy do sedna sprawy. Wykładamy kawę na ławę.
