Dziś mijają cztery lata od katastrofy lotniczej w Topolowie k. Częstochowy.
Do zdarzenia doszło tuż po godzinie 16:00. 3 minuty po starcie z lotniska w Rudnikach prywatny samolot należący do szkoły spadochronowej spadł na ziemię i stanął w płomieniach.
Na pokładzie samolotu Piper Navajo znajdowało się 12 osób, w tym kursanci i instruktorzy spadochroniarstwa. Zginęło 11 osób. Jedna ocalała.
Wyjaśnianiem przyczyn katastrofy wspólnie zajęły się: częstochowska prokuratura i Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w momencie uderzenia o ziemię w samolocie nie działał jeden z silników. Śledztwo prokuratury prowadzone było w sprawie nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu powietrznym. Zebrano obszerny materiał dowodowy i przesłuchano ponad 100 świadków. Śledczy badali trzy hipotezy dotyczące katastrofy. Pierwsza zakładała awarię podzespołów samolotu. Druga błąd pilota. Trzecia dotyczyła nieprawidłowości w organizacji tragicznego lotu.
Obecnie śledztwo prokuratury jest zawieszone. Śledczy wrócą do sprawy po opublikowaniu końcowego raportu Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Na razie nie wiadomo, kiedy zakończą oni prace.
Autor: Krzysztof Słabikowski /rs/
