Dr hab. Mirosław Nakonieczny, fizjolog zwierząt i ekotoksykolog, wspomina swoje dzieciństwo spędzone niedaleko huty w Szopienicach – miejsca, które stało się tłem serialu „Ołowiane dzieci”. Jako uczeń regularnie przechodził badania krwi, oficjalnie określane jako „próby wątrobowe”. Już na początku lat 70. lokalna prasa informowała o licznych zatruciach ołowiem u psów z tej okolicy.
Zapamiętał też historię słonia z chorzowskiego zoo, który padł z powodu ołowicy – metal uszkodził jego nerki, a do organizmu zwierzęcia trafił z zanieczyszczoną trawą. Po tym zdarzeniu zaczęto sprowadzać paszę spoza regionu.
Profesor podkreśla, że mimo silnego skażenia środowiska przy hucie roślinność nie zanikła całkowicie. Rosły tam gatunki odporne na metale ciężkie, zwłaszcza trzcinnik. Na stan roślin wpływały nie tylko metale, ale też wysokie stężenia dwutlenku siarki i tlenków azotu, które powodowały kwaśne deszcze i zwiększały przyswajalność metali w glebie. Zdaniem naukowca serialowe ujęcie zwiędłej rośliny w doniczce ma wymiar symboliczny i dramaturgiczny – rzeczywistość była bardziej złożona.
Opracowano na podstawie artykułu Dziennika Zachodniego >> Słoń z chorzowskiego zoo zatruł się ołowiem z trawy, którą jadł. "Ołowiane dzieci" okiem biologa i specjalisty od toksykologii <<
