Swój pierwszy egzamin w życiu zdają uczniowie klas ósmych szkół podstawowych.
O stresie, związanym z tym egzaminem, ale także o tym jak współczesny świat wpływa na 15-latków Piotr Pagieła rozmawia z psycholożką z Regionalnego Ośrodka Metodyczno-Edukacyjnego Metis” w Katowicach Beatą Birnbach.
Beata Birnbach, psycholog z Regionalnego Ośrodka Metodyczno-Edukacyjnego „Metis” w Katowicach, jest o poranku gościem Radia Katowice. Dzień dobry pani.
Witam państwa.
Pani Beato za godzinę i 20 minut pierwszy chyba poważny egzamin dla młodych ludzi, czyli egzamin ósmoklasisty. Ale z drugiej strony to jest taki egzamin, który – przynajmniej ja mam takie wrażenie – niewiele znaczy, bo można go nie zdać.
Można go nie zdać oczywiście.
Znaczy inaczej, nie można go nie zdać, o tak.
To znaczy wpływa na szkołę, do której pójdziemy, bo punkty z tego egzaminu mają znaczenie, jeśli chodzi o rekrutację do kolejnego poziomu edukacji, czyli do szkoły ponadpodstawowej. Natomiast nie oznacza on, że nie ukończy ósmej klasy. Mogę napisać na zero – ósmą klasę kończę.
Bez sensu. Zgadza się pani? Pytam jako psychologa, bo to nie ma żadnej motywacji.
Sens jest może taki, jak ja kończyłam ósmą klasę -a było to wiele lat temu-, to idąc do liceum musiałam zdać egzamin…
Ja miałem dokładnie tak samo.
…więc i tak zdawałam egzamin, tylko zdawałam egzamin po prostu do liceum. Natomiast tutaj ten egzamin jest na koniec ósmej klasy. Tak czy inaczej tego egzaminu nie unikaliśmy, więc jedynie przesunięcie z placówki do placówki.
Egzamin ósmoklasisty to pewien etap, a w zasadzie zamknięcie etapu w życiu młodego człowieka i to wcale nie determinuje w pełni o jego przyszłości, no bo można nie dostać się do najlepszego liceum czy najlepszego technikum po tym egzaminie, ale w tym słabszym liceum czy w tym słabszym technikum też można się rozwijać.
To jest dla mnie oczywiste, bo te wysokofunkcjonujące licea czy technika przyjmują sobie dzieciaki, które już mają wewnętrzną motywację, które są bardzo często zorientowane na sukces, ich rodzice są zorientowani na sukces, więc można powiedzieć: kółko się toczy. Natomiast w tych szkołach średnich, gdzie trafiają te dzieci, które mają mniejsze wyniki, z kolei mam takie wrażenie, że jakby praca z nimi, motywacja nauczycieli, zaangażowanie jest ogromne, więc te dzieci po prostu też idą do przodu. To naprawdę nie ma do końca znaczenia. Czasami w tych bardzo prestiżowych liceach czy technikach presja jest bardzo duża i ta osoba, która źle znosi presję może sobie źle tam radzić, a tam gdzie jest troszeczkę mniej presji i więcej takiego indywidualnego podejścia, może zdecydowanie mocniej rozwinąć swoje skrzydła, więc oczywiście, że to nie definiuje tego kim będziemy, co będziemy robić. Ja znam masę ludzi ze swojej klasy, którzy funkcjonowali na przykład w podstawówce tak sobie, a osiągnęli bardzo dużo sukcesów, a słyszeli: „nic z ciebie nie będzie” albo będziesz coś tam robił.
Chyba takie określenie, że „nic z ciebie nie będzie”, to nie jest najlepsze, szczególnie w wykonaniu nauczycieli?
Nie! To było lata temu kiedy chodziłam do szkoły.
Dużo się zmieniło od tego czasu?
Na pewno dużo bardziej myślimy o tym, że słowo, które mówimy do naszego ucznia, kształtuje też jego motywację, jego myślenie o sobie. Chyba więcej przywiązujemy wagi do tego, że jednak nasz wpływ na samoocenę tych młodych ludzi ma znaczenie, że to nie jest tak, że to motywuje kiedy usłyszysz właśnie, że „będziesz kopał rowy” czy „nic z ciebie nie będzie”, tylko że to zdecydowanie demotywuje większość ludzi, więc to: „dasz radę”, „potrafisz”, „postaraj się”, „każda porażka to tylko próba”, zdecydowanie bardziej wpływa na motywację i dobrą samoocenę.
Pani Beato, „Niespełnione ambicje przenoszone na dzieci są źródłem bardzo dużego stresu dla nastolatków.” – takie mądre zdanie -wynotowałem sobie- jednego z profesorów.
Piękne.
Prawda, cała prawda i tylko prawda?
Tylko prawda. Ja jestem z Bytomia. Koło mnie była szkoła baletowa i znam dużo dziewcząt, gdzie po prostu ambicje rodziców, mam szczególnie, że to tak pięknie tańczyć na tej scenie i być baletnicą, przekładało się na dzieci i czasami trudno było temu sprostać, a czasami to po prostu nie była droga tych dzieci, w związku z tym to naprawdę bardzo obciąża młodego człowieka, ta myśl, że on musi sprostać i zrealizować, i że wpływa tak naprawdę też na poczucie sukcesu w rodzica, który czegoś nie zrobił, ale moimi rękami to osiągnie, więc jeśli zawodzę, to nie zawodzę tylko siebie, ale zawodzę też te wszystkie pragnienia rodzica, które we mnie pokłada.
A może ten rodzic, przynajmniej tacy byli moi rodzice -i my też staramy się tacy być-, moi rodzice mówili, „ale ty się uczysz dla siebie”. Ja to dość szybko zrozumiałem. Natomiast to młode pokolenie, to najmłodsze pokolenie, które teraz przystępuje do egzaminu ósmoklasisty jest chyba jeszcze za młode żeby takie coś zrozumieć?
Zdecydowanie. 15 lat – uczysz się dla siebie, „Hmm jakbym się uczył dla siebie to może bym się nie uczył”. Ile jest takich osób, które zdecydowanie uczą się dla siebie, są zmotywowane? One się uczą bo taki jest system, bo tego wymagają rodzice, bo tego wymagają nauczyciele. Nawet w liceum to jest bardzo szybko kiedy my wybieramy ten profil i jakoś profilujemy się. Ja znam bardzo dużo młodych ludzi, którzy wybierają studia bo tam gdzieś w informatorze coś wybrali…
Bo jest fajne.
…bo jest fajne a potem zmieniają tę uczelnię, czy w ogóle swoją drogę, karierę zawodową. Ale to jest w porządku, bo naprawdę trudno podjąć decyzję na całe życie, jak się ma 15 lat. Myślę, że to też warto mówić: „O.K. teraz masz taką wiedzę, teraz podejmujesz tę decyzję, ale nic nie jest końcem świata, jeśli będziesz coś chciał zmienić, chciała zmienić, to zawsze jest taka możliwość”. Znam masę takich ludzi, którzy zmieniają kompletnie swój profil.
Pani Beato, to już godzina i 14 minut do rozpoczęcia. Nie wiem czy młodzi ludzie nas słuchają o tej porze, ale jeśli słuchają, to jakie ma pani dla nich rady na godzinę i 14 minut przed rozpoczęciem egzaminem?
Spokojnie. Jak miałeś się stresować to wcześniej. Teraz już tylko idź, zrób to co potrafisz, na pewno potrafisz. Ten egzamin ósmoklasisty to jest praca wielu lat, nie tylko ostatnich chwil. A jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, pamiętaj, że to nie operacja na otwartym sercu, nikt nie umrze, zawsze można to powtórzyć, zawsze można to poprawić, zawsze można podciągnąć pewne rzeczy. Więcej luzu, spokoju i na tym luzie na pewno ta wiedza będzie. Oczywiście trochę stresu, bo taki pozytywny stres mobilizujący też jest OK, ale taki, że ja czuję, że po prostu wszystko mi tam w mózgu pracuje i działa, natomiast nie taki paraliżujący, pooddychaj parę razy, powiedz sobie: „dam radę” i będzie OK.
To jeszcze o tym pokoleniu 15-latków. Ja mam do czynienia z opiniami o nich i to jest pokolenie, które nie potrafi skoncentrować dłużej swojej uwagi na dłużej, niż to co się dzieje na TikToku. Rośnie nam pokolenie TikToka? Trudno na przykład ósmoklasistom przeczytać „Kamienie na szaniec”, choć to lektura obowiązkowa. Filmu to na pewno nie obejrzeli bo to trwa dwie godziny. Gdyby w TikToku był dwuminutowy film „Kamienie na szaniec”, to pewnie by obejrzeli.
Moja córka w piątej kasie -ona jest już trochę starsza- czytała „Krzyżaków”.
Gratuluję.
To też było wyzwanie. Oczywiście, że tak. Ja sama w sobie to obserwuję, chociaż nie wychowałam się w świecie mediów tylko zdecydowanie czytania i bardzo to kochałam, a widzę, że używając za dużej ilości mediów społecznościowych czy właśnie tego typu ekranów, skraca mi się czas koncentracji. Sama w sobie to mam, szybciej chciałabym kawałek dalej, w związku z tym jak mocno to wpływa na mózgi młodych ludzi, który nie mają jeszcze tego doświadczenia, mobilizacji, koncentracji. Ale muszę to jednak powiedzieć: ktoś im te komórki daje. My się puknijmy tutaj w pierś, bo w końcu sami ich sobie nie kupują, sami ich sobie nie opłacają. Oczywiście wszyscy to muszą mieć, o Boże jakby coś się stało, jak moje dziecko nie dojdzie 5 metrów ze szkoły do domu, to przecież musi mieć komórkę żeby się ze mną kontaktować. Sama temu ulegam. Natomiast mając tę całą wiedzę, dając im do ręki to narzędzie, to my mamy swoją odpowiedzialność żeby jednak mieć nad tym jakąś kontrolę i rozmawiać z nimi, i być może jednak chociaż trochę monitorować to jak używają i do czego sięgają w tym Internecie.
I w ten oto sposób od egzaminu ósmoklasisty doszliśmy do pokolenie TikToka. Pani Beata Birnbach psycholog z Regionalnego Ośrodka Metodyczno-Edukacyjnego „Metis” w Katowicach o poranku była naszym gościem. Dziękuję bardzo.
Dziękuję i powodzenia wszystkim ósmoklasistom.
To się mówi: połamania piór.
Dokładnie tak. Do zobaczenia.
Zawsze jesteśmy w centrum wydarzeń. Dyskutujemy o problemach ważnych dla kraju i regionu. Zadajemy trudne pytania, zmierzamy do sedna sprawy. Wykładamy kawę na ławę.
