Ale najwięcej figli Opa spłatał, gdy jak co roku na wspomnienie świętego Szymona Słupnika, patrona garncarzy, pił na zakrystii z farorzem Moczygembą nalewkę z agrestem. Gdy farorz się już ożre, Opa lubi zakraść się do konfesjonału. Czego on tam nie wyczynia! Tak raz wspominał: „Przechodziłem przez kościół, gdy spostrzegłem, że przy konfesjonale kręci się majster Grzemba. Takiej okazji, kule na mole, nie mogłem przegapić, miałem z chachorem na pieńku. Ściągnąłem z farorza Moczygemby sutannę i tak okutany wszedłem do spowiednicy. Grzechy majster Grzemba miał nudne i niedoszacowane, a ja nie dążąc majstra Grzemby szczególną estymą, zadałem mu na pokutę przejechać w koszulce Ruchu Chorzów trasę tramwaju numer trzy relacji Makoszowy Pętla-Mikulczyce Pętla. Słuch po majstrze Grzembie zaginął”.
Rakieta odleciała, Hajokowie na Marsie zakładają rasę Homo Silesius, świat się kończy, a Opa zostaje ostatnim Ziemianinem. I opowiada – całe swoje życie, a nawet wiele żyć, co jedno to ciekawsze: o tym jak zbudował fabrykę gumek recepturek w Radzionkowie, jak upił farorza Moczygembę nalewką z agrestu i jak jego żona, Oma, opowiadała konającym dowcip o łysej Cygance w rakiecie kosmicznej. Mądrego dobrze posłuchać.
Tak, Opa, postać grana w spektaklu „Nikaj” przez Wiesława Sławika z Teatru Śląskiego, zaczęła żyć własnym życiem. Ale chodzi mu o coś więcej. Opa chce zebrać pieniądze na studnię w Sudanie Południowym, pomóc potrzebującym. Taka studnia kosztuje tyle co skromne śląskie wesele. 50 tauzenów. Na nowe. Opa wierzy, że się uda. A że studnia będzie nosiła jego imię – no cóż, to już trzeba mu wybaczyć. Zawsze był trochę gieroj, a trochę pieron.
