Polscy piłkarze odlecieli dziś z La Baule do Nicei, gdzie jutro rozegrają swój pierwszy mecz, z Irlandią Północną. Kilkunastu kibiców żegnało biało-czerwonych licząc, że z uśmiechami wyjeżdżają i z uśmiechami przyjadą.
Widać, że aklimatyzacja przebiegła bardzo dobrze, ale przecież to nie koniec świata. Choć faktycznie Adamowi Nawałce udało się znaleźć miejsce, do którego atmosfera Euro nie dociera w takim stopniu, a może nie docierała, ale o tym za chwilę.
Do najbliższej areny turnieju - w Bordeaux jest ponad 400 kilometrów, z hotelu kojący widok na ocean, malownicze plaże i niedaleka promenada niemalże bezludna. Kadrowicze naprawdę nie mogą narzekać na brak spokoju. Czasem zakłóca go tylko kilkudziesięciu polskich dziennikarzy, ewentualnie, na treningach nieznaczna liczba kibiców.
Mieszkańcy szesnastotysięcznego miasteczka też specjalnie nie interesowali się turniejem. Ale o obecności polskiej drużyny wiedzą i bardzo się z niej cieszą, ale nie ma co się dziwić, bo tutaj, jak w każdym nadmorskim kurorcie żyje się z turystyki, a wiadomo, że i PZPN i pewnie kibice, którzy jeżdżą za Polakami zostawią tutaj kilka Euro.
Finał marzeń dla mieszkańca La Baule oczywiście Francja – Polska, z kurtuazji, ale i biznesowego punktu widzenia.
Mówiłem, że atmosfery nie było czuć, ale wszystko się zmieniło po wczorajszym meczu Francuzów. Zwycięstwo trójkolorowych pozytywnie poruszyło nawet miejscowych. Dziś wszyscy mówią o Euro, od kierowcy autobusu, po panią koszącą trawę w swoim ogródku.
Udało się... ! Jestem w La Baule.Właśnie z bazy polskiej reprezentacji spoglądam na Mistrzostwa Europy w piłce nożnej we Francji i dzielę się ze słuchaczami na antenie i w internecie.
