Koniec z promowanie patocelebrytów i patogal MMA – mówi "Dziennikowi Zachodniemu" Monika Rosa z Koalicji Obywatelskiej i zapowiada zmiany w prawie, które mają ograniczyć dostęp do tzw. freak fightów. Nim to jednak nastąpi, posłanka ze Śląska zbiera koalicję samorządowców, którzy już teraz zablokują organizację takich imprez na stadionach, w halach i innych przestrzeniach finansowanych z pieniędzy publicznych.
Dlaczego chce pani złamać kariery Marcina Najmana i Marianny Schreiber?
Każdemu życzę dobrze, ale…
Sportu chce pani ludziom zabronić.
Freak fighty to nie sport, to nie sztuki walki. To po prostu patologia, promocja ludzi aspołecznych, patologicznych.
Marcin Najman zbudował karierę na przegrywaniu walk. Są ludzie, którzy chcą za to płacić. Komu to przeszkadza?
To, co oglądają dorośli, póki jest to zgodne z prawem, to jest ich sprawa.
To dlaczego chce pani zabronić takiego celebryckiego mordobicia?
Moim celem, jako przewodniczącej sejmowej komisji ds. dzieci i młodzieży, jest to, żeby na stadionach, w halach i innych przestrzeniach finansowanych z budżetu państwa lub samorządu terytorialnego, takie patowalki nie miały prawa mieć miejsca. Chodzi o ograniczenia dostępności obiektów i promocji takich wydarzeń.
Dlaczego?
Bo budują one nienawiść, hejt, hodują patologiczne zachowania. Osoby młode, szczególnie podatne na wpływ, inspirują się takimi zachowaniami. Patrzą na patocelebrytów i przekładają to na prawdziwe życie. To już się dzieje: przemoc rówieśnicza, niszczenie mienia, używanie alkoholu i nielegalnych substancji. Badania NASK pokazują, że co trzeci nastolatek w ósmej klasie ogląda patostramy, a tylko 12 proc. rodziców ma tego świadomość. Zachowania aspołeczne, które mają negatywny wpływ na osoby młode, powinny być potępione.
Konieczne są zmiany w prawie, żeby ograniczyć organizację takich gal?
Ważna jest deklaracja: to jest zło i nie przykładamy do tego ręki. Kwestia legislacji to tak naprawdę sprawa wtórna. Najważniejsza jest wola włodarzy miast. Zrozumienie faktu, że to naprawdę szkodzi. Pieniądze pozyskane dla samorządu z organizacji takiego eventu nie są tego warte.
Jak reagują samorządy?
Rozmawiałam z włodarzami różnych miast.
U nas?
Również u nas. Reakcje są przychylne. Apel w tej sprawie wysłałam m.in. do Metropolii GZM. Wszyscy są zgodni, że promowanie patocelbrytów nie jest czymś, co jest pożądanym elementem wizerunku miasta. Apel wspiera także państwowa komisja ds. przeciwdziałania pedofilii oraz przewodniczący sejmowej komisji samorządu terytorialnego i polityki regionalnej.
Ktoś może powiedzieć „jest wolny rynek”. W Gliwicach mieliśmy ostatnio zjazd medycznych szarlatanów w wybudowanym za publiczne pieniądze obiekcie.
Samorządy muszą sobie uświadomić, że patogale MMA to wydarzenia z grupy takich, których nigdy by do siebie nie wpuścili. To jest pytanie, czy godzimy się na zło.
Spodek jako plan filmu pornograficznego?
No właśnie, na to chyba nikt nie wyraziłby zgody.
Czy dzisiaj można liczyć na podobną reakcję, kiedy przyjdzie ktoś z walizką pieniędzy i powie, że ma świetną galę fameMMA, bo będzie się bić człowiek, który zażywa kapsułki do prania z człowiekiem, który doznał objawienia pod masztem 5G?
Myślę, że afera ze Stadionem Narodowym dała trochę do myślenia. Pokazała, że jesteśmy już w tym za daleko. Świadomość jest coraz większa.
No właśnie, jedna z takich imprez, z cyklu koncesjonowanej patologii, odbyła się jakiś czas temu na Stadionie Narodowym w Warszawie. Minister sportu ogłosił ostatnio, że nigdy więcej, że taka impreza nie powinna wydarzyć się w tym miejscu.
Reakcja i zapowiedź, że to się nie powtórzy, buduje świadomość ludzi. Presja społeczna, presja medialna, polityczna jest bardzo ważna w upowszechnianiu wiedzy, dlaczego freak fighty są szkodliwe, ale także w tym, gdzie tkwi problem. A tkwi w patostremach. Przez lata tolerowaliśmy to, że w mediach społecznościowych, w internecie, popularni stawali się ludzie, którzy mają patologiczne i aspołeczne zachowania i robią milionowe odsłony na materiałach promujących zachowania związane z alkoholem, używkami, przemocą, wykorzystywaniem słabszych osób.
To jak Barszcz Sosnowskiego, który rósł nam pod oknem przez lata.
Tak, to jest coś, czego nikt dotąd nie ruszał. Może będzie trzeba uregulować kwestię związków sportowych. Może trzeba będzie mieć licencję, żeby walczyć – tak działa to w USA. W Polsce każdy może. Ci ludzie tworzą się w internecie. Jak nie będą mieli takich odsłon albo będą ścigani za promocję patologicznych, niezgodnych z prawem zachowań, nie będą już takimi bohaterami.
Jednak głos sprzeciwu wydaje się skuteczniejszy niż oczekiwanie w bezruchu na zmiany w prawie. Tak było z alkotubkami.
Generalnie nic nie wydarzyło się legislacyjny, ale był szum medialny, głos zabrały najważniejsze osoby w państwie i producent wycofał ten produkt. Tutaj podobnie. Niektóre związki sportowe już zgłosiły, że są gotowe na taką samoregulację. Presja społeczna jest ważna i szybsza niż stworzenie prawa. Czasami też bardziej skuteczna.
Ale szarlatanów z Gliwic nie udało się przepędzić. Mimo otwartego sprzeciwu pani prezydent.
Może trzeba stworzyć czarną listę takich wydarzeń, może wpisać w umowę operatorską? Może wystarczy rozmowa i nacisk? Wszyscy się uczymy. Wolny rynek wolnym rynkiem, ale jeśli chodzi o miejsca i przestrzenie budowane z pieniędzy publicznych, powinna na włodarzach ciążyć szczególna odpowiedzialność.
Na galę, która odbyła się jakiś czas temu w Gliwicach, mogły przyjść dzieci w wieku 12-16 lat pod opieką dorosłego. Powyżej 16. roku życia samodzielnie.
Czy 12-latka weźmiemy na plan filmu pornograficznego?
Więc co?
Po pierwsze dostęp od 18. roku życia. Wszystkie materiały promocyjne, wizualne, konferencja, które często są gorsze od samego starcia na ringu. „Walka” trwa 15 sekund, w porywach minutę. Wszystko dzieje się przed. Tam jest fala hejtu i nienawiści. To również od 18. roku życia.
I to będzie zapisane w ustawie, która będzie regulować te sprawy?
Tak. Takie działania są już podejmowane. Ministerstwo cyfryzacji pracuje nad ukróceniem patostreamingu, który wiąże się z freak fightami, ponieważ patocelebryci bardzo często we freak fightach występują. Moim minimalnym celem jest oznaczać tego typu wydarzenia, w tym konferencje i ograniczyć dostęp dla dzieci, a także uniemożliwić dzieciom wstęp.
Media też dostałyby kaganiec w relacjonowaniu takich rzeczy?
Media powinny wziąć na siebie odpowiedzialność, która zresztą jest zapisana w sensie ustawowym, za formę i treść rzeczy, które opisują. Te same media, które opisują patologiczne zachowania, za chwilę narzekają na kryzys psychiczny młodych ludzi lub poziom hejtu i nienawiści w przestrzeni publicznej. Jeśli mamy promocję takich wydarzeń, to takie są konsekwencje.
OK. Patogale MMA nigdy więcej w Spodku, Gliwicach, na Narodowym. A gdy ktoś postawi namiot na podkarpackiej wsi, ściągnie tam ludzi, kamery. Co z tym?
Przede wszystkim ochrona dzieci przed ekspozycją na przemoc. Wydarzenia wyłącznie dla dorosłych.
A co ze streamingiem z takiego wydarzenia w internecie?
Dostęp podobnie jak do pornografii, od 18. roku życia.
To wystarczy?
Trwają pracę nad możliwością weryfikowania wieku w sieci. 13 grudnia ministerstwo cyfryzacji przedstawi założenia projektu realnej weryfikacji wieku w sieci.
Dla mnie planem docelowym jest przyjęcie standardów ochrony osób małoletnich w mediach i środowisku cyfrowym. Założenie, że odpowiedzialność za treści spoczywa także na tych, którzy je dostarczają, reklamodawcach, platformach cyfrowych, mediach. Czego robić nie wolno, jeśli treść jest dostępna dla osób małoletnich. To jest trudne, ale konieczne, bo świat cyfrowy nie został stworzony dla dzieci. I albo zrobimy go trochę bardziej bezpiecznym, albo wydarzy się coś, czego sobie jeszcze nie wyobrażamy i będzie nam rosło pod oknem jak freak fighty czy inne patologie.
Autorzy: Paweł Pawlik, Marcin Zasada / Dziennik Zachodni
