Metropolia nie rozwiąże wszystkich problemów Rybnika i okolic, ale warto sięgnąć po dodatkowe miliony złotych z budżetu państwa, aby uporać się z częścią z nich – zwłaszcza z kwestią komunikacji publicznej.
Rybnik podpatrzył metropolie we Francji
Pod koniec lat 90. XX wieku delegacja z Rybnika, na czele z prezydentem Adamem Fudalim, odwiedzała miasta partnerskie. Z Francji wrócono z ciekawymi wnioskami. Okazało się, że nawet mniejsze francuskie miejscowości łączyły się w aglomeracje, przejmując część zadań ponadlokalnych i zyskując udział w dochodach z budżetu państwa. To właśnie wtedy zrodził się pomysł na związek Subregionu Zachodniego, obejmujący 28 gmin dawnego Rybnickiego Okręgu Węglowego. Choć polski ustawodawca nie przewidział wówczas przekazywania części zadań samorządom ani związanych z tym środków, inicjatywa otworzyła drogę do lepszej współpracy gmin.
Rybnik, Żory, Jastrzębie-Zdrój, Wodzisław Śląski, a nieco dalej Racibórz – wszystkie te miasta wraz z okolicznymi gminami tworzą obszar zamieszkiwany przez ponad 600 tysięcy osób. Problemy tego regionu nie kończą się jednak na granicach administracyjnych.
Z perspektywy mieszkańca trudno nie spoglądać z zazdrością na Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię. Jeden organizator transportu, wspólna taryfa, dodatkowe linie – na jednym bilecie okresowym można z Knurowa dojechać do pracy w Katowicach, a później wybrać się na zakupy do Gliwic. Do tego dochodzą bilety zintegrowane z koleją (POLREGIO i Koleje Śląskie).
A jak wygląda sytuacja w Subregionie Zachodnim? Jastrzębie-Zdrój, Racibórz, Rybnik, Wodzisław Śląski i Żory mają własne systemy komunikacji publicznej. Dodatkowo działa Międzygminny Związek Komunikacyjny, a ofertę uzupełniają ponadlokalne połączenia PKS Racibórz. Dla pasażera to logistyczny koszmar. Do tego dochodzi kolej – kolejny oddzielny system taryfowy.
Podróż komunikacją publiczną między miejscowościami X, Y i Z? To możliwe, ale skomplikowane. Wymaga dopasowania siatki połączeń kilku przewoźników, posiadania różnych biletów i orientowania się w odmiennych systemach rozkładów jazdy. To tak, jakby na niewielkim obszarze funkcjonowało kilka różnych systemów walutowych.
Pasażer, który porusza się między sąsiednimi miejscowościami, oczekuje sprawnej, zintegrowanej komunikacji, a nie zastanawiania się, czy skasował odpowiedni bilet.
Od lat w regionie mówi się o potrzebie połączenia wszystkich systemów komunikacji publicznej. Może wreszcie czas rozwiązać to kompleksowo w ramach metropolii? Dodatkowe miliony z budżetu państwa można przeznaczyć na lepszą siatkę połączeń lub modernizację taboru. To szansa, którą warto wykorzystać.
Więcej w artykule Dziennika Zachodniego: Druga metropolia na Śląsku? Pozwoli sięgnąć po miliony złotych na rozwiązanie kilku problemów Rybnika i okolic
