Uwaga, początek będzie jakby podyktował go Grzegorz Braun. Prezydentowi Andrzejowi Dudzie na Śląsku nie wyszło nic. Nic z tego, co płomiennym głosem Śląskowi obiecywał. Po pierwsze, że będzie własną piersią bronił górnictwa, po drugie: że patriotyzm, Polska ponad wszystko i żadnym ślązakowcom ręki nie poda. Górnictwa nie obronił, a na koniec swojego urzędowania przyznał order Jerzemu Gorzelikowi, pierwszemu autonomiście śląskiemu.
Teraz od końca i już poważniej. Każdy dziennikarz na Śląsku słyszał i widział prezydenta Dudę na własne oczy wiele razy, bo prezydent Duda (podobno) przez 10 lat objechał u nas wszystkie miasta i powiaty. Prezydent Duda nie tylko na Śląsku przemawiał zawsze żarliwie i energicznie. Pod tym względem był inny niż np. Bronisław Komorowski, któremu zdarzało się w Katowicach wyjaśniać studentom, że mowy powinny być krótkie, a kiełbasy długie. Tymi słowy. Prezydent Duda raczej trzymał się z daleka od rejonów wuja z imienin, to był inny rodzaj memiczności: zbudowany na patosie, śmiertelnej powadze i minach, które stawały się tzw. hitem internetu. Nikt jak Andrzej Duda nie akcentował i nie sylabizował: Rze-czy-pos-po-li-ta.
Nie wiem, czy był przed Dudą prezydent Rzeczypospolitej, który użył na Śląsku tylu wielkich słów. Zawiedzeni nim górniczy związkowcy znają je na pamięć, bo choć wielkie, wcale nie były nowe. No, może poza tymi o węglu, którego mamy na Śląsku na 200 lat.
A teraz fakty, naprawdę krótko. Węgla mamy na 200 lat, a górnictwo będzie nam potrzebne przez „nie dziesięciolecia, ale setki lat”. W 2021 roku rząd PiS uzgodnił ze związkami zawodowymi umowę społeczną, która zakłada, że górnictwo zostanie zlikwidowane do 2049 roku, a w czasie procesu likwidacji, będzie subsydiowane z budżetu państwa. Nie oceniam samej umowy, która do dziś nie doczekała się notyfikacji, stwierdzam jedynie fakt, że hasło o węglu na 200 lat było jedynie pustym frazesem. Podobnie zresztą, jak rola samego prezydenta w bronieniu, inwestowaniu i unowocześnianiu górnictwa. Prezydent Andrzej Duda nie zrobił w tej sprawie zupełnie nic. Oczywiście, że „unowocześnianie górnictwa” to nie było jego zadanie, jako głowa państwa nie miał nawet pół narzędzia, żeby je zrealizować. Więc po co to wszystko.
Czytaj więcej w Dzienniku Zachodnim
Autor: Marcin Zasada, Dziennik Zachodni /sr/
