Biało-Czerwoni wygrali drugi mecz na Eurobaskecie 2025. Losy spotkania z Izraelem ważyły się do ostatnich sekund ale to Polacy lepiej rozegrali końcówkę i sięgnęli po zwycięstwo.
Polacy bardzo dobrze rozpoczęli a tak naprawdę świetnie zaczął Mateusz Ponitka. Jego 5 punktów z rzędu pozwoliło prowadzić od początku różnicą dwóch posiadań. Po trzech minutach gry i trójce Jordana Loyda mieliśmy już 7 punktów przewagi. Trener izraelskiego zespołu poprosił o czas i po celnym rzucie za trzy przeciwnicy zmniejszyli straty. Na nieco ponad 3 minuty przed końcem kwarty rywale wyrównali po celnej trójce Deniego Avdiji ale my też mieliśmy na to odpowiedź.
Dwa celne haki Dominika Olejniczaka i cztery punkty w końcówce Loyda pozwoliły zamknąć nam pierwszą kwartę prowadzeniem 19:14. Na pierwsze punkty w drugiej kwarcie niemal 3 minuty ale w końcu wpadło, to za sprawą Olejniczaka. Ale oba zespołu popełniały coraz więcej błędów a przede wszystkim po obu stronach brakowało skuteczności. Izraelczycy odpowiedzieli dwoma celnymi wolnymi. Gdy jednak Loyd trafił zza łuku Biało-Czerwoni prowadzili różnicą 8 punktów, niestety Izrael również trafił za trzy. Nie potrafiliśmy zbudować dwucyfrowej przewagi na szczęście Izrael nie był na tyle skuteczny aby nas dogonić.
Gdy Mateusz Ponitka w szybkiej kontrze popisał się efektownym wsadem na 3 minuty przed przerwą trener gości wezwał swoich podopiecznych na rozmowę. Po powrocie na parkiet punkty Andrzeja Pluty pozwoliły odskoczyć na 10 oczek a na przerwę schodziliśmy prowadząc 37:26 gdy Loyd trafił z dystansu na kilka sekund przed końcową syreną.
Już na początku trzeciej odsłony Pluta trafił zza łuku ale po drugiej stronie tego samego dokonał Avdija. Po dwóch celnych rzutach wolnych Izrael miał 9 punktów straty do Polaków. Rywale zaczęli lepiej bronić a nam brakowało skuteczności. Izrael to wykorzystał, po nieco ponad 2 minutach gry prowadziliśmy już tylko 5 punktami. Trener Igor Milicić poprosił o czas.
Po powrocie na parkiet nadal nasza gra nie wyglądała dobrze ale nie pozwalaliśmy Izraelczykom doskoczyć. Ciężko nam się zdobywało punkty w tej kwarcie. Było też dużo przerw spowodowanych przewinieniami, sprawdzaniem przez sędziów zapisów wideo i twardej gry. Izrael w końcu złapał rytm i miał już tylko 4 punkty straty do gospodarzy. A gdy na 2,5 minuty przed końcem rywale poczęstowali nas trójką Polska prowadziła już tylko jednym punktem. Ponownie trener Milicić wezwał swoich graczy na rozmowę.
Niestety, po powrocie na parkiet Izraelczycy wyszli na prowadzenie. Biało-Czerwoni mieli coraz więcej problemów, w tej kwarcie zace a to przełożyło się na wynik 48:51. Na szczęście, na początku decydującej odsłony to my objęliśmy prowadzenie. Mecz się wyrównał ale początek kwarty to nadal brak skuteczności po obu stronach. W końcu po 4 minutach zza łuku odblokował się Loyd. Po chwili trójką popisał się Michał Sokołowski ale z drugiej strony Yam Madar też trafił zza łuku. Prowadziliśmy jednym punktem ale po chwili po akcji 2+1 to Izrael miał prowadzenie.
Na szczęście znów przebudził się Jordan Loyd i to znów zza łuku. Na dwie minuty przed końcem mieliśmy jeden punkt przewagi. Nadal nie potrafiliśmy odskoczyć. Końcówka była nerwowa bowiem na nieco ponad minutę przed końcem Izrael wyszedł na dwupunktowe prowadzenie po trafieniu zza łuku. Trener Milicić nie wziął czasu a po chwili Loyd wyrównał a na 13 sekund przed końcem ten sam zawodnik zdobył punkty spod kosza i wyszliśmy na prowadzenie.
Trener rywali wziął czas. Po powrocie na parkiet szybko sfaulował Sokołowski. Izraelczycy mieli 7 sekund, rzucili za trzy ale piłka odbiła się od obręczy i cały Spodek eksplodował. Polska wygrała z Izraelem 66:64. Tak spotkanie podsumował najlepszy na parkiecie Jordan Loyd:
- Ostatnie posiadanie było… brzydkie. W końcówce było za dużo holowania piłki. Rywale mieli mocną obronę, ale mimo wszystko znaleźliśmy rozwiązanie. Nie chciałem, żeby tak wyglądała zwycięska akcja, ale najważniejsze, że to zrobiliśmy. Wszyscy, jako jedna drużyna. Dobre zespoły potrafią odpowiedzieć w takich meczach. Koszykówka nie wiąże się dla mnie z presją. Wiele innych rzeczy w świecie można tak określić. To jest gra, którą kocham i jestem dzięki niej szczęściarzem.
Polska - Izrael 66:64 (19:14, 18:12, 11:25, 18:13)
Polska: Loyd 27, Ponitka 16, Olejniczak 8, Sokołowski 7, Pluta 5, Balcerowski 3, Dziewa 0, Gielo 4, Łączyński 0, Żołnierewicz 0
Izrael: Avdija 23, Carrington 10, Ginat 10, Sorkin 9, Madar 7, Zoosman 3, Timor 2, Burd 0, Levi 0, Palatin 0, Segev 0
Autor: Piotr Muszalski/pm/pzkosz/
