Włodzimierz Lubański to jeden z symboli Górnika Zabrze. Jan Furtok był legendą GKS Katowice. Obaj wspaniali piłkarze przez lata nie tylko reprezentowali barwy górniczych klubów, ale formalnie byli także pracownikami kopalni, choć na dole byli tylko raz - na wycieczce. Z okazji Barbórki przypominamy nasz tekst o słynnych sportowcach będących pracownikami kopalni.
- Byliśmy pracownikami kopalni oddelegowanymi do działalności sportowej w klubie i swoją pracę wykonywaliśmy na boisku. O tym jak była ona ważna dla górników najlepiej świadczy przykład Alojzego Piątka, który po tym jak został zasypany na dole i po tygodniu cudem odratowany, to pierwsze słowa jakie powiedział brzmiały: Jak grał Górnik? - powiedział Włodzimierz Lubański.
Najlepszy obok Roberta Lewandowskiego strzelec w historii reprezentacji Polski przez 12 lat grał w Górniku będąc formalnie zatrudnionym na kopalnianym etacie, ale w tym czasie ani razu nie zjechał na dół.
- Odważyłem się na to dopiero po zakończeniu kariery i niedawno zwiedziłem z wycieczką zabytkową kopalnię "Guido" w Zabrzu - wyznał Lubański.
Bardzo podobnie wyglądała górnicza przygoda Jana Furtoka. Legendarny piłkarz GKS Katowice w czasach gry w tym klubie był zatrudniony na KWK "Staszic", która za prezesury Mariana Dziurowicza została wyznaczona do opiekowania się sekcją piłkarską GieKSy, ale pracę górników znał jedynie ze słyszenia.
- Miałem czterech braci, którzy pracowali na katowickiej kopalni "Boże Dary", więc w domu często mówiło się o górnictwie. Sam na dole byłem jednak tylko raz - gdy w trakcie jednego ze zgrupowań reprezentacji Polski razem z resztą kadrowiczów zabrano nas na wycieczkę do KWK "Piast". Pamiętam, że ta wizyta zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, bo co innego słuchać opowiadań o pracy górników, a co innego zobaczyć to na własne oczy. To naprawdę ciężka praca. Czapki z głów przed górnikami - wspominał zmarły przed rokiem Jan Furtok, który doskonale pamiętał również, że jak GKS grał słabo, to widzowie na Bukowej głośno domagali się wysłania piłkarzy na dół na leżącą najbliżej stadionu kopalnię "Kleofas".
Lubański i Furtok byli na dole raz, natomiast inny gwiazdor GKS Katowice Marek Koniarek nie zaliczył ani jednego zjazdu.
- Formalnie na kopalni pracowałem osiem lat - dwa jako piłkarz Szombierek Bytom i sześć jako zawodnik GKS Katowice, ale na dół jakoś mnie nie ciągnęło. Jako etatowi górnicy mieliśmy nie tylko resortowe pensje, ale także książeczki "G", a nawet barbórkowe premie. Do dziś pamiętam jak zawsze na początku grudnia dostawaliśmy z okazji tego święta ćwiartkę wódki i pęto kiełbasy - wspominał Koniarek.
W czasach jego kariery zawodnicy już nie odbierali sami wypłat w kasie kopalni, lecz pieniądze przywoził im kierownik drużyny, bo o indywidualnych przelewach nikt wtedy jeszcze nie słyszał. Po jednym z przegranych spotkań GKS prezes Dziurowicz jednak się wściekł i wysłał piłkarzy na "Staszica" po pensję.
- Wszystko skończyło się wielką chryją, bo gdy staliśmy w cechowni w kolejce do okienka, to górnicy chcieli koniecznie zobaczyć nasze paski z wypłatą. Do dziś jednak pamiętam, że miałem znaczek 223 i byłem zatrudniony jako górnik dołowy-ślusarz - dodał Koniarek.
O tym, że kilkadziesiąt lat temu górnicze etaty dla sportowców były codziennością najlepiej przekonują sezony 1974/75 i 1975/76. W 16-zespołowej ekstraklasie piłkarskiej grało wówczas aż siedem drużyn z naszego regionu, z czego kopalnie sponsorowały pięć. Górnicze etaty dla sportowców dotyczyły jednak nie tylko piłkarzy. Dzięki grze w Zagłębiu pracownikiem KWK "Sosnowiec" został jeden z najlepszych polskich hokeistów Wiesław Jobczyk.
- Pamiętam, że grając w Baildonie Katowice miałem 1,5 etatu w hucie, ale to i tak było mniej niż jeden etat górniczy. Ani razu nie byłem na kopalni, ale dzięki górniczym pieniądzom mogłem się skupić tylko na grze. Efektem tego było pięć tytułów mistrza Polski Zagłębia, które wywalczyłem z kolegami z drużyny. Zresztą w tamtych socjalistycznych czasach tylko taka forma sponsoringu sportu była możliwa - powiedział Jobczyk.
Czytaj więcej na Dziennik Zachodni.
Autor: Jacek Sroka, Dziennik Zachodni /sr/
