Kilkudziesięciu górników przebywa pod ziemią w prywatnej kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach.
W zakładzie trwa protest przeciwko zwolnieniom i groźbie likwidacji. Część pracowników kończących czwartą zmianę odmówiła rano wyjazdu na powierzchnię.
— Protest jest pod kontrolą — mówi Grzegorz Babij, szef solidarności w PG Silesia.
— Protestujący są zdeterminowani — mówi Tomasz Szpyrka przewodniczący związku zawodowego Kadra przy PG Silesia.
Górnicy chcą pilnego spotkania z ministrem energii Miłoszem Motyką oraz prezydentem Karolem Nawrockim. Domagają się także wypłaty zaległej Barbórki oraz podpisania porozumienia dotyczącego braku konsekwencji dla protestujących.
Minister energii Miłosz Motyka odnosząc się do tej sprawy we wpisie na platformie X podkreślił, że PG Silesia jest spółką prywatną, ale rząd nie pozostaje obojętny wobec jej sytuacji, ani wobec obaw pracowników: "Wraz z nadzorującym sektor górnictwa wiceministrem energii Marianem Zmarzłym, który spotka się z przewodniczącym związków, analizuję możliwe formy wsparcia dla pracowników zakładu. W takich przedsiębiorstwach decyzja o wsparciu musi mieć oparcie o obowiązujące przepisy – tu konkretnie o ustawę Prawo Restrukturyzacyjne. Spółka jest obecnie w postępowaniu sanacyjnym, a prawo nie pozwala w takiej sytuacji na udzielanie pomocy publicznej firmom z sektora górnictwa. To blokada formalna, nie decyzja rządu", napisał Motyka.
Autor: Kamil Jasek /sr/rs/
