Wojna w Zatoce powinna nauczyć naszych decydentów przede wszystkim tego, że posiadanie nośnika energetycznego to posiadanie suwerenności gospodarczej kraju - ocenił w Radiu Katowice Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności. — Jakkolwiek by to nie brzmiało, dobrze że wojna wybuchła w takim momencie, że zima już odpuściła. Gdyby to był luty, to tego gazu byśmy nie mieli - dodał w rozmowie z rozgłośnią.
Z danych Gas Infrastructure Europe wynika, że w polskich magazynach gazu znajduje się 17,73 TWh tego paliwa, a ich zapełnienie wynosi 48,8 procent wobec sezonowej średniej 5-letniej wynoszącej 54,6 procent.
— W procentach to wygląda dobrze, natomiast w wartościach bezwzględnych te nasze magazyny są po prostu malutkie — stwierdził Dominik Kolorz w rozmowie z Pawłem Nadrowskim.
Przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności odniósł się również do słów prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Renata Mazurek uspokajała we wtorek w rozmowie z PAP Biznes, że nie ma podstaw do paniki w związku ze wzrostem cen surowców spowodowanym konfliktem na Bliskim Wschodzie. W jej opinii, brak na razie uzasadnienia, aby zakładać, że obecna sytuacja doprowadzi do kryzysu podobnego jak po wybuchu wojny w Ukrainie.
— Pewnie nikt nie patrzy na to spokojnie, bo te wszystkie uspokajające komunikaty to jest taki standard. Tak naprawdę nie wiemy do końca, jak będą wyglądały najbliższe tygodnie, jeśli chodzi o ceny ropy. Mamy do czynienia z bardzo dużą sinusoidą — komentował Dominik Kolorz.
Gość rozgłośni zwrócił uwagę, że wiele zależy od tego, co powie prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump.
— Jak powiedział, że Zatoka będzie odblokowana, to ceny ropy spadły. Jak nie jest odblokowana, to znowu osiągnęły poziom powyżej 100 dolarów. Słyszałem też analizy, że dojdą do 150 dolarów. Nie chcę nikogo straszyć. Chcę powiedzieć, że nikt nie wie jaka będzie cena ropy i jak długotrwała będzie ta wojna. Niestety zanosi się na to, że trochę potrwa. Na pewno będziemy musieli długo czekać na cenę - nie mówię już o 5,19 zł - ale 5,50-5,60 zł, bo takie były jeśli chodzi o cenę benzyny — mówił gość Radia Katowice.
Dominik Kolorz powiedział, że w przypadku gazu sytuacja jest bardziej skomplikowana.
— Owszem, mamy dostawy gazu z różnych części świata, ale z Kataru to ok. 20 procent. Katar wstrzymał w ogóle produkcję gazu. Wiadomo, że Cieśnina Ormuz jest zamknięta. Nie ma co ukrywać, że gaz dynamicznie drożeje. Zdrożał jeszcze bardziej niż ropa naftowa - mówił gość rozgłośni. - Kiedy mieliśmy w styczniu spotkanie stron umowy społecznej z ministrem Motyką i ministrem Balczunem, w kontekście tzw. transformacji energetycznej, podważaliśmy i w dalszym ciągu podważamy sens oparcia transformacji energetycznej o gaz. Nie było jeszcze wtedy wojny w Zatoce. Pytałem wtedy, co się stanie jak ktoś zamknie nam Zatokę. Wtedy się ze mnie śmiano, tak jak kiedyś śmiał się premier Pawlak, kiedy pytaliśmy co jeśli Rosja napadnie na jakiś kraj i nie będzie ropy ani gazu - dodał Dominik Kolorz.
Prezydent nie zdecydował jeszcze, czy podpisze ustawę wdrażającą europejski program SAFE. W międzyczasie do Sejmu skierował własny projekt mający być alternatywą dla niskooprocentowanych pożyczek z Unii Europejskiej. Według inicjatywy Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego - nieoprocentowaną pożyczkę mógłby zapewnić Narodowy Bank Polski.
Według Dominika Kolorza prezydent i rząd powinni dojść do porozumienia w kwestii źródła finansowania bezpieczeństwa, bowiem na rozstrzygnięcie czekają m.in. firmy z województwa śląskiego. Wśród nich wymienia się Bumar, Obrum, Rosomak oraz Maskpol.
— Na pewno te pieniądze są potrzebne śląskiemu przemysłowi. Być może są też potrzebne do zbudowania dużej grupy zbrojeniowej. Może Jastrzębska Spółka Węglowa powinna być częścią dostaw grupy zbrojeniowej, być może część elektrowni i tak dalej - mówił gość Radia Katowice. — Dobrze by było, gdyby pieniądze się pojawiły, obojętnie z jakiego źródła. Sercem bliżej mi do tego, co proponuje pan prezydent. Natomiast rozum mówi, że najlepiej byłoby, gdyby strony usiadły przy stole i najzwyczajniej w świecie się dogadały. Chodzi o to, żeby te pieniądze na zbrojenia były, bo ich potrzebujemy jak kania dżdżu. Niekoniecznie musimy brać z Europy to 200 miliardów złotych, 44 miliardy euro. Program SAFE nie mówi ile, on daje taką możliwość. Gdybyśmy z Europy pozyskali 100 miliardów, a z prezydenckiego projektu również 100 miliardów, to byłoby pogodzenie się - dodał przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności.
— Trudno powiedzieć, który z tych programów jest korzystniejszy dla Polski, jednak z tego co mówią ekonomiści, zawsze lepiej zadłużać się wewnętrznie niż zewnętrznie — ocenił gość rozgłośni.
Jastrzębska Spółka Węglowa zawarła z Agencją Rozwoju Przemysłu przedwstępną umowę sprzedaży należących do grupy JSW dwóch spółek: Przedsiębiorstwa Budowy Szybów oraz Jastrzębskich Zakładów Remontowych. Z poniedziałkowego raportu bieżącego wynika, że cena akcji PBSz i udziałów w JZR wyniesie 1066 mln zł. Wskazano, że ARP zapłaci wcześniej JSW 400 mln zł zaliczki, która trafi między innymi na zapłatę wynagrodzeń.
— Sprzedaż tych dwóch aktywów to trochę pudrowanie rzeczywistości. Zostało to zrobione po to, żeby ludzie w JSW mieli wypłaty. Czy w efekcie ludzie w Przedsiębiorstwie Budowy Szybów i ludzie w Jastrzębskich Zakładach Remontowych będą mieli stabilizację pracy? Tego nie wiem. Na szczęście te aktywa kupuje spółka skarbu państwa. ARP płaci za to grube pieniądze. Myślę, że ma plan na funkcjonowanie tych spółek. Jakby nie patrzeć, w miarę przyzwoicie można ocenić pracę spółek pod skrzydłami ARP — ocenił w Radiu Katowice Dominik Kolorz.
Przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności mówiąc o sytuacji finansowej JSW stwierdził, że pozyskany dzięki transakcji ponad 1 mld zł wystarczy może do jesieni br.
— My nadal nie widzimy realnych działań właścicielskich jak ta spółka generalnie ma wyjść na prostą, jak ma odzyskać długofalową płynność finansową. Tego po prostu nie ma - stwierdził gość rozgłośni. — Nie ma też jednoznacznych decyzji co z ewentualnym jeszcze zewnętrznym finansowaniem tej spółki. Ze strony ministra Balczuna słyszało się pomysł, żeby ta spółka była nawet zdjęta z giełdy, chociaż to będzie bardzo trudne, szczególnie pod względem finansowym — dodał Dominik Kolorz.
Z przewodniczącym śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominikiem Kolorzem rozmawia Paweł Nadrowski.
Gościem Radia Katowice jest przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz. Dzień dobry.
Dzień dobry panu redaktorowi, dzień dobry radiosłuchaczom.
To na początek cytat: „Nie ma podstaw do paniki w związku ze wzrostem cen surowców spowodowanych konfliktem na Bliskim Wschodzie.” - to powiedziała prezes Urzędu Regulacji Energetyki Renata Mroczek i dodała, że jako Polska obserwujemy rozwój sytuacji. W kontekście gazu powiedziała: „Mamy zapasy, a zima, czyli okres wzmożonego zapotrzebowania na gaz związany z wytwarzaniem ciepła, jest w zasadzie za nami.”, więc pani prezes sugeruje uspokajać emocje. A czy pan patrzy spokojnie na to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, w kontekście naszej gospodarki?
Panie redaktorze pewnie nikt nie patrzy na to spokojnie, bo te wszystkie uspokajające komunikaty, to jest taki standard. Tak naprawdę my do końca nie wiemy jak będą wyglądały najbliższe tygodnie jeśli chodzi o ceny ropy, bo mamy do czynienia z bardzo dużą sinusoidą. To wszystko czasami zależy od tego co powie Donald Trump. Jak powiedział, że zatoka będzie odblokowana, to ceny ropy spadły. Jak nie jest odblokowana to znowu osiągnęły poziom powyżej 100 dolarów. Ja słyszałem już takie analizy, że dojdą do 150 dolarów. Ja broń Boże nie chcę nikogo straszyć, tak naprawdę chcę powiedzieć o tym, że jaka będzie cena ropy, jak ta wojna będzie długo trwała -a niestety zanosi się na to, że trochę potrwa- to tego nie wie nikt. Ale na pewno już do tej ceny, już nie mówię o 5,19, ale już w ogóle do ceny 5,50 czy tam 5,60 -bo takie one były jeśli chodzi o cenę benzyny, ropa była trochę droższa- długo, długo na to będziemy musieli czekać. Natomiast co do gazu, to sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. Owszem, my mamy dostawy gazu z różnych części świata, ale generalnie z Kataru mamy około 20%. Katar wstrzymał w ogóle produkcję gazu. Wiadomo, że cieśnina jest zamknięta. No i cóż, nie ma co ukrywać, że gaz dynamicznie drożeje. Zdrożał jeszcze bardziej niż omawiana przed chwilą ropa naftowa. Powiem tak, panie redaktorze, w styczniu jak mieliśmy tutaj spotkanie stron słynnej umowy społecznej, na tym spotkaniu byli obecni pan minister Motyka i pan minister Balczun, to w kontekście tak zwanej transformacji energetycznej, gdzie podważaliśmy i podważamy w dalszym ciągu sens transformacji i oparcia transformacji energetycznej na paliwie, które nazywa się gaz, nie było jeszcze wtedy wojny w zatoce, a ja mówiłem o tym, a co się stanie panowie ministrowie, jak gdzieś ktoś zamknie nam zatokę? Wtedy się ze mnie śmiano. Tak samo jak kiedyś śmiał się premier Pawlak, jak mówiliśmy o tym, a co będzie jak na przykład Ruscy napadną na jakiś kraj i nie będzie ropy, i nie będzie gazu. Wojna w zatoce powinna naszych decydentów nauczyć przede wszystkim tego, że mieć własny nośnik energetyczny, to znaczy mieć suwerenność gospodarczą kraju. A niestety -przepraszam za wyrażenie- rządzili i rządzą nami w dalszym ciągu durnie i wygląda to tak, jak wygląda. Za gaz będziemy płacić za chwilę krocie. Oby nie stało się tak, że dostaw gazu będzie coraz mniej. Te magazyny, które my mamy panie redaktorze, to owszem, dobrze -jakkolwiek by to nie brzmiało- że ta wojna wybuchła w momencie takim, że zima już odpuściła, ale gdyby to był luty to tego gazu byśmy nie mieli, bo w procentach to wygląda dobrze, natomiast w wartościach bezwzględnych te nasze magazyny są po prostu malutkie.
Zmieniając temat, bo temat bardzo bieżący, na razie niewiele wiadomo co dalej z programem SAFE dozbrajającym polską armię w ramach niskooprocentowanych pożyczek z Unii Europejskiej. Nie ma jeszcze decyzji prezydenta czy podpiszę ustawę czy ją zawetuje. Premier mówił, że w przypadku weta Rada Ministrów będzie miała gotowy projekt, który ten program wdroży. Śląski przemysł czeka na SAFE ten europejski? Skupiam się na nim, bo w tym przypadku wiadomo, że pieniądze trafiłyby między innymi do Bumaru, do Rosomaka.
Na pewno tak i na pewno te pieniądze są potrzebne śląskiemu przemysłowi, na pewno są potrzebne do być może nawet potężniejszego zbudowania dużej grupy zbrojeniowej. Ja kiedyś chyba tu nawet w studiu mówiłem też o tym, że być może Jastrzębska Spółka Węglowa powinna być częścią dostaw grupy zbrojeniowej, być może część elektrowni itd. i dobrze by było jakby pieniądze się pojawiły, obojętnie z jakiego źródła. Ja powiem szczerze, że mi bliżej w sercu jest do tego, co proponuje pan prezydent, natomiast rozum mówi tak panie redaktorze, najlepiej by było -tylko to jest chyba marzenie ściętej głowy- jakby strony sobie siadły przy takim stole, jak my tutaj siedzimy, niekoniecznie okrągłym i najzwyczajniej w świecie się dogadały, bo to chodzi o te żeby te pieniądze na zbrojenia były, bo my ich potrzebujemy jak kania dżdżu. Niekoniecznie my musimy brać z Europy te 200 miliardów złotych, 44 miliardy euro. Program SAFE nie mówi o tym ile, on nam daje taką możliwość. Myślę, że jakbyśmy z Europy uzyskali setkę, a z projektu prezydenckiego też setkę, no to byłoby to takie pogodzenie się. Trudno mi powiedzieć, który z tych programów jest korzystniejszy dla Polski, ale z tego co tam trochę nasi ekonomiści mówią, zawsze lepiej się jednak zadłużać wewnętrznie niż zewnętrznie.
O pieniądzach mówiliśmy przed chwilą, o pieniądzach dalej rozmawiać będziemy. W tym tygodniu pojawiła się informacja, że Jastrzębska Spółka Węglowa zawarła z Agencją Rozwoju Przemysłu przedwstępną umowę sprzedaży należących do JSW spółek, czyli Przedsiębiorstwa Budowy Szybów i Jastrzębskich Zakładów Remontowych. Ta cena wyniesie ponad miliard złotych i zaliczka ma trafić między innymi na zapłatę wynagrodzeń. Jak pan patrzy na bieżącą sytuację JSW? Jest szansa, że spółka z tego kryzysu finansowego wyjdzie? Czy to jest raczej taka równia pochyła?
Może po tych wszystkich ustaleniach, po tym porozumieniu społecznym, gdzie niestety pracownicy musieli po raz kolejny zacisnąć pasa żeby tę spółkę ratować po okresie fatalnego zarządzania, może to nie jest równia pochyła, ale to co się w tej chwili dzieje, to jest takie trochę pudrowanie rzeczywistości. Ten miliard złotych może wystarczy do jesieni tego roku. Natomiast my w dalszym ciągu nie widzimy tutaj realnych działań właścicielskich, jak ta spółka generalnie ma wyjść na prostą, jak ma odzyskać długofalową płynność finansową. Tego po prostu nie ma. Nie ma też jednoznacznej decyzji co z ewentualnym jeszcze zewnętrznym finansowaniem tej spółki. Gdzieś się tam słyszało ze strony ministra Balczuna, że jest jakiś pomysł żeby ta spółka nawet i z giełdy była zdjęta, chociaż to będzie bardzo, bardzo trudne szczególnie pod względem finansowym. Natomiast sprzedaż tych dwóch aktywów, to tak jak powiedziałem, to jest trochę pudrowanie rzeczywistości. To było zrobione po to żeby ludzie w Jastrzębskiej Spółce Węglowej mieli wypłatę czy w efekcie końcowym -bo tam też pracują ludzie pracujący w Przedsiębiorstwie Budowy Szybów i ludzie pracujący w Jastrzębskich Zakładach Remontowych- będą mieli stabilizację pracy. Ja tego nie wiem. Na szczęście kupuje te aktywa spółka Skarbu Państwa – Agencja Restrukturyzacji Przemysłu, płaci za to grube pieniądze. Myślę, że ARP ma plan na funkcjonowanie tych spółek, bo jakby nie patrzeć, to co tam się dzieje -mówię o funkcjonowaniu spółek pod skrzydłami ARP- można ocenić w miarę przyzwoicie.
Tymczasem w ostatni weekend OZE wysunęło się w debacie politycznej, po wystąpieniu kandydata PiS-u na premiera. Przemysław Czarnek zarzucał rządowi błędy, które doprowadziły do podwyżek cen energii i mówił, że mamy lepsze bogactwa naturalne i tu cytat: „Wara wam od nich”. Tymczasem minister klimatu Paulina Hennig-Kloska odpowiedziała na to krótko, mówi że to ideologiczne dyrdymały Przemysława Czarnka i Polska buduje i będzie budowała OZE. Co pan na to?
Wie pan, ja zgodzę się panem profesorem Czarnkiem, tym jego słynnym powiedzeniem „OZE, sr-OZE”. Ja mogę dopowiedzieć, że to jest „srez”, tylko że uczciwie trzeba powiedzieć, że te obydwa plemiona polityczne rządzące w naszym kraju Tutsi i Hutu, czyli Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość -oni bardzo tego nie lubią jak ja im to mówię, a teraz to powiem po raz kolejny publicznie- są współodpowiedzialne za to, że mamy taką drogą energię, bo generalnie rzecz biorąc cała polityka klimatyczna zaczęła się 2007 roku, podpisał ją wtedy ówczesny premier Donald Tusk, potem w 2014 roku pani premier Kopacz, potem pani premier Beata Szydło, dopuściły do tego, że tak a nie inaczej funkcjonuje słynny system ETS-u. Potem mieliśmy „Fit for 55”, który podpisał Mateusz Morawiecki. Potem mieliśmy Zielony Ład. Potem mieliśmy kamienie milowe. Jeden wart drugiego, to trzeba jednoznacznie podkreślić. W tej chwili mi brakuje ze strony rządu, powiem szczerze, takich decyzji żeby przyłączyć się chociażby do tego co robią Włosi, do tego co mówią Niemcy, że ten system ETS-u trzeba zawiesić, trzeba go bardzo mocno zreformować, po to żeby ceny energii spadły, bo jeżeli dalej będziemy tkwili w tym zielonym szaleństwie panie redaktorze, to nie będzie tutaj niczego - cytując klasyka.
Musimy kończyć. Dominik Kolorz przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności był gościem Radia Katowice. Dziękuję.
Dziękuję bardzo. Wszystkiego dobrego radiosłuchaczom.
Zawsze jesteśmy w centrum wydarzeń. Dyskutujemy o problemach ważnych dla kraju i regionu. Zadajemy trudne pytania, zmierzamy do sedna sprawy. Wykładamy kawę na ławę.
