Odpowiedziami na pytania obrońcy rozpoczął się kolejny dzień procesu Dariusza P.
Mężczyzna jest oskarżony o podpalenia domu w Jastrzębiu Zdroju i zabicie w ten sposób żony i czwórki dzieci oraz próbę zabójstwa syna. Dariusz P. konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Jego zdaniem w ogóle nie doszło do podpalenia a pożar był po prostu nieszczęśliwym wypadkiem spowodowanym najprawdopodobniej lampką z terrarium żółwi. Potwierdził to podczas okazania zdjęć z miejsca zdarzenia i odpowiadając na pytania obrońcy Eugeniusza Krajcera.
Nie jestem psychopatą – podkreślał podczas rozprawy w rybnickim sądzie Dariusz P. Jego zdaniem opinia biegłych psychiatrów co do jego osoby jest nierzetelna.
Wcześniej dwa inne postępowania przeciwko Dariuszowi P. zostały umorzone, bo biegli uznali go za niepoczytalnego. Jak podawała prokuratura najprawdopodobniej symulował niepoczytalność. Dariusz P. nie zgadza się z taką opinią.
Teść oskarżonego zapytał go między innymi czy kierując śledztwo na inne tory by odsunąć od siebie podejrzenia nie myślał, że w ten sposób utrudni schwytanie prawdziwego sprawcy podpalenia. Dariusz P. stwierdził, że nie miał takiej świadomości.
Chodzi o SMS-y od rzekomego sprawcy, które miał otrzymywać Dariusz P., w wyniku śledztwa okazało się, że mężczyzna sam je do siebie wysyłał z różnych telefonów.
Według prokuratury w nocy 10 maja 2013 roku Dariusz P. podłożył ogień w 6 miejscach a następnie zamknął rolety w oknach i drzwi tak by jego rodzina nie mogła uciec z płonącego domu. Motywem zbrodni miały być pieniądze.
Autor: Monika Krasińska
