O polskiej brzydocie i "Pospolitym ruszeniu"

fot. L.U.C Management

“Chcieliśmy zacząć kreować dyskusję na temat przestrzeni publicznej. Wiedziałem, że nie naprawimy krajobrazu Polski. Miałem nadzieję, że włożę kij w mrowisko, że może coś się rozwinie, że zaczniemy o tym mówić.” - o polskiej brzydocie i ciekawym projekcie "Pospolite ruszenie", z L.U.C-iem rozmawiała Anna Dudzińska.


Anna Dudzińska: Dziś spotkanie - z L.U.C-iem - muzykiem, raperem, producentem płyt, laureatem takich nagród jak Paszport Polityki i Mateusze (nagroda muzyczna przyznawana przez Program Trzeci Polskiego Radia). Sam o sobie mówisz, że jesteś muzykiem wielu przestrzeni, ale ja chciałabym porozmawiać dziś o Twoich zainteresowaniach brzydką polską architekturą i bałaganem w przestrzeni. Narzekania na ten bałagan zajmuje Cię w wielu Twoich raperskich tekstach. Dlaczego Twoim zdaniem w Polsce jest tak brzydko?

L.U.C: Zastanawiam się nad tym już parę lat. Doszedłem do wniosku, że wynika to z naszej historii. Byliśmy i jesteśmy przedpokojem Europy. A powszechnie wiadomo, że w przedpokoju nie wstawia się zwykle najładniejszych mebli.

Tylko buty...

Tak, tylko buty. Bardzo często są to buty fikuśne, poniszczone, podeptane i a do tego - każdy inny. Wracając do pytania, myślę, że jest wiele składowych. Po pierwsze - nasza historia i trzy zabory, a po drugie bardzo duża ilość środków "wpompowanych" w to, aby zabić w nas estetykę i poczucie piękna.

Myślisz, że jest nad nami taka "siła", którą ktoś wykorzystuje, żeby "wpompować" w nas przekonanie, że "Wy Polacy nie będziecie umieli rozróżniać tego, co jest ładne od tego, co jest brzydkie"?

Myślę, że tak... Jest to wynik 200-letniej pracy nad naszym narodem. My sobie tego nie wyobrażamy, ponieważ żyjemy zwykle kilkadziesiąt lat, a to było 200 lat zaborów i niszczenia polskiej inteligencji, a teraz widzimy skutki. Mało się o tym mówi, ponieważ ludzie boją się o tym mówić. W radiostacjach ludzie blokują piosenki, które o tym mówią, bo przecież trzeba ludzi pozytywnie "nakręcać". Ale może teraz się to zmieni. Może będzie to miało związek z dzisiejszą "wielką emigracją". Część ludzi wróci ze Szwajcarii, Austrii, Wielkiej Brytanii i będzie miała poczucie estetyki Zachodu. Zobaczy Rzym, Paryż, będzie wiedziała, że jak te miasta są pomalowane, jakie wyglądają nienatrętne reklamy, no i może przywiozą to do nas, oby! Natomiast dzisiaj borykamy się z potwornym "miszmaszem" i bałaganem, jest to straszne…

Jeździsz na kolejne koncerty, patrzysz czasem z auta, czasem wysiadasz, przechadzasz się po miastach i co widzisz? Co Cię najbardziej razi?

Najbardziej razi mnie chaos reklamowy. Skoro mamy już chaos architektoniczny, wszystko jest okropnie wymieszane, bez jakiegoś przemyślenia, bez harmonii w przestrzeni, to jest jeszcze pół biedy. Kiedy nakładamy na "bajzel stylów" bajzel ohydnej reklamy to rezultat jest koszmarny. Najgorsze, że to zabija nie tylko miasta, zabija też piękną naturę. Dajmy na to dojazd do Zakopanego, tam w zasadzie nie można podziwiać gór, bo zasłaniają je reklamy. Najgorsza jest dzisiaj nielegalna, dzika reklama, która jest oczywiście dla mnie zrozumiała - ludzie chcą zarabiać. Mamy nowy system czas na prywatne pomysły. Tylko czemu w takim stylu? Bardzo mnie ta tematyka dotyka. Rozmawiam z wieloma artystami na ten temat i muszę przyznać, że jest jakaś ogromna inercja. Mam nadzieję, że jak będziemy o tym mówić, będziemy podróżować, pokazywać przykłady, to z czasem ludzie zauważą, że można inaczej.

A nie jest czasem tak, że interesujesz się tym tylko Ty, paru innych zaprzyjaźnionych artystów i kilku architektów?

Obawiam się, że ostatecznie z czymś takim się spotkałem. Organizując akcję "Pospolite ruszenie" miałem wrażenie, że to wszyscy zrozumieją. Ale okazało się, że jestem w niszy. Owa nisza pokrywa się mniej więcej się z grupą moich słuchaczy, ludźmi wrażliwymi, którzy poszukują czegoś nowego, chcą zmian na lepsze i są pozbawienie pewnej inercji, która dotyka ogół. Ale ogólnie tak to jest po prostu jakaś całkowita nisza.

Czego szukasz w tej niszy?

Chcieliśmy zacząć kreować dyskusję na temat przestrzeni publicznej. Wiedziałem, że nie naprawimy krajobrazu Polski. Miałem nadzieję, że włożę kij w mrowisko, że może coś się rozwinie, że zaczniemy o tym mówić. Taki był pomysł. Zrobiliśmy happening na wrocławskim osiedlu Gaj. Na dość fajnie pomalowanym bloku umieściliśmy chmurki z napisami układającymi się w napis "dziękujemy za cud". Chcieliśmy zwrócić uwagę na malowanie bloków.

...czyli na naszą polską “pastelozę”?

Tak, jakiś niezwykle dziwny zwyczaj malowania bloków w najbrzydsze i najbardziej skrajne kolory. Kiedy zawodowi graficy przemalowali na moją prośbę Rzym, na kolory rodem z polskich osiedli złapali się za głowę. Mówili także, że te kolory są tak brzydkie i złe, że w ogóle nie ma ich w palecie barw!

Jak to robiliście?

Braliśmy kolory z bloków, a graficy próbowali "pomalować" nimi inne miasta. Tutaj okazało się, że tych kolorów nie ma w ogólnodostępnej palecie barw. Po prostu tak, jakby ktoś do fajnego koloru dolał wody. Graficy naprawdę musieli się bardzo napracować, żeby dojść do tak brzydkich kolorów. Kolor klasyczny jest zwykle dużo bardziej estetyczny. To jest nieprawdopodobne. Chcieliśmy o tym głośno powiedzieć, żeby zastanowić się nad rzeczami, które zostają na lata i będzie wstyd, zwłaszcza jak one jeszcze bardziej poszarzeją, zbledną i jeszcze brud je pokryje, to będzie po prostu wyglądać jak stare, opuszczone, psychodeliczne wesołe miasteczko, lunapark. Fajna sytuacja, dużo śmiechu, wesoło. Dużo osób przysłało nam zdjęcia takich "chorych bloków" z najgorszych rejonów Polski.

Dużo śmiechu, ale chyba jednocześnie dużo łez i bardzo smutno?

Tak, bardzo smutno…

Dobrze, ale chyba Twój przekaz muzyczny to jest jednak rzecz dość uniwersalna. Czy ci, którzy słuchają Twojej twórczości, wiedzą o czym mówisz? Czy nie zwracają uwagi na słowa?

Oczywiście, że zwracają uwagę na słowa. Miałem taki moment, że ludzie reagowali, ale byli też tacy którzy mówili "Ale o co ci chodzi, po co Ty o tym mówisz w ogóle?" albo "Co to za temat jest, Ty już chyba zwariowałeś kompletnie!". No cóż, to już są bolesne chwile, kiedy człowiek uświadomią sobie takie rzeczy. Ale ogólnie muszę powiedzieć, że moja grupa słuchaczy, to są ludzie bardzo świadomi i oni wiedzą doskonale o czym mówię.

Może Ty jako prawnik masz jakieś gotowe rozwiązanie na ten bajzel reklamowy? Może zakazać takich dzikich reklam?

Oczywiście zastanawiałem się nad takim rozwiązaniem. Cieszyłem się bardzo na kampanię prezydenta, która miała coś zmienić, ale teraz nie wiem co się z tym dzieje. Pewnie gdzieś to utknęło. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o reklamę, to powinno zaostrzyć się przepisy, kary, grzywny. To są chyba jedyne sposoby, ponieważ na ten czas nie ma innej drogi. Każdy chce zarabiać, zrobić jak najtaniej. Ale rozumiem tych ludzi, którzy wieszają baner, bo chcą coś sprzedać.

Ale przecież jest to tylko jeden ze stu banerów i tak to gdzieś ginie…

Oczywiście, że gdzieś to ginie. Ludzie sobie nie uświadamiają, że w tej chwili to jest już kompletnie nieskuteczne. Jedna reklama w całym natłoku banerów.

Być może gdyby wszystko było tak ładne i estetyczne, tak jak w Austrii, gdzie nawet krowy są piękne, to może nie miałbyś o czym pisać?

Z pewnością coś by się znalazło. Można by się skupić na emocjach. Tak się czasem śmieję, że Polska jest najlepszym miejscem do tworzenia, bo ilość absurdów, ilość emocji, skandali jest tak duża, że można co dwa miesiące wydawać nową płytę. Ale sądzę, że taka "przecukierkowana" Austria to też nie jest nic fajnego. Warto w tym wszystkim znaleźć balans, jakąś harmonię. Natomiast gdybyśmy 20 lat temu zaczęli zwracać uwagę na estetykę to wszystko w Polsce mogło by być niezwykle atrakcyjne w stosunku do świata. Niestety źle to rozegraliśmy. A mieliśmy z czego czerpać… Mieliśmy piękną architekturę renesansową, później kolejne okresy, XX-lecie międzywojenne. Było do czego się odnosić. Niestety rozgrywamy to najgorzej jak się da kolorując ohydne bloki na pastelowe kolory. Stawiamy najnowsze szklane wieżowce bez przemyślenia. Wielka szkoda. Mimo wszystko liczę, że jeszcze z tego jakoś wyjdziemy. Mam nadzieję, że chociaż Tatr nie pomalujemy. I będziemy chwalić się naturalnymi atrakcjami, które szczęśliwie Polska posiada.