O śląskiej godce, nowej płycie i radości z życia

fot. Marcin Jankowski-Drzęźla

"Jeżeli zabieramy się za folkową »nutę«, to w naturalny sposób »przyklejamy« się do gwary śląskiej, ponieważ jest to dla nas naturalne. W przypadku pozostałych utworów - popowych czy jazzowych, gwara śląska, mogłaby wyjść karykaturalnie" – o śląskiej godce, nowej płycie i radości z życia z zespołem "Chwila nieuwagi" rozmawiał Bartek Gruchlik.


 

Zespół "Chwila nieuwagi" Martyna i Andrzej Czechowie w Radiu Katowice! Cieszę się, że udało nam się spotkać, ponieważ jest to chyba Wasza pierwsza wolna sobota od długich miesięcy?

Martyna Czech: Tak, możemy tak powiedzieć – szczęśliwie i nieszczęśliwie. Szczęśliwie, ponieważ koncertujemy weekendami.

A dzisiaj spędzacie wieczór w Radiu Katowice – cała przyjemność po naszej stronie. Okazją do spotkania jest Wasza nowa płyta "Miszung", płyta numer dwa w dyskografii Waszego zespołu. Przypomnijmy sobie nasze pierwsze spotkanie i płytę "Niepoprawna muzyka". Podczas pierwszego spotkania wyjaśniliście mi skąd wzięła się nazwa zespołu - uwaga chwila nieuwagi i kolejny sukces.

Andrzej Czech: Wtedy to pierwszy raz się do tego przyznaliśmy, ale nadal nas o to pytają, skąd wzięła się nazwa.

Jesteście w duecie, tak też zespół zaczynał 5-6 lat temu. Dziś Wasz skład koncertowy to nawet 6 osób. Jednak czy skład zespołu zawsze jest stały?

Martyna: Tak, skład zespołu jest stały, tylko na koncertach pojawiamy się w kwintecie, czasami w trio, a nawet w duecie.

Andrzej: Ale zazwyczaj staramy się grać w pełnym składzie. Chodzi o to, że czasem organizatorzy nie są w stanie zapewnić odpowiednich warunków. Nie zawsze chodzi o rzeczy przyziemne i materialne, ale także organizacyjne, np. nagłośnienie. Dlatego czasem pojawiamy się w mniej licznym składzie, co nie umniejsza wagi koncertu.

Jak długo pracowaliście nad płytą "Miszung"?

A: Bardzo długo, myślę, że ponad rok. Oczywiście, nie pracowaliśmy rok w studiu. Etapami dogrywaliśmy niektóre elementy piosenek. Nie pracowaliśmy jednocześnie nad płytą – myślę, że to też trochę słychać. Szczerze mówiąc trochę nas to zmęczyło. Mam nadzieję, że następnym razem, jeżeli będziemy wchodzić do studia, to pójdzie nam to szybciej…

Proszę nam takich rzeczy nie mówić! Musicie nagrać następną płytę!

A: Po nagraniu płyty zwykle jest tak , że człowiek przeżywa traumę, więc tak zaraz nie chce się słyszeć o nagrywaniu kolejnej płyty...

M: Niemniej bardzo się cieszymy, że ta płyta jest, że się ukazała... Czyżby to oznaczało, że wolicie występy na żywo? Myślę, że tak. Bardzo miło jest usłyszeć kogoś, kto mówi, że płyta się podoba, ale to spotkanie z publicznością na żywo to nasz żywioł.

A: Mamy też bardzo dużo energii w całym zespole. Gdy jesteśmy razem i gramy na żywo, to się to wyzwala. Na płycie bardzo trudno jest to zawrzeć. To bardzo ciężka praca. Trudno jest to przekazać człowiekowi, który nie pracował w studiu. Naprawdę jest to wiele godzin "dłubania", po których człowiek ma bardzo traumatyczne przeżycia. Koncert to jest chwila, żywioł, a i frajda zostaje.

"W niebie" to bardzo hedonistyczny utwór?

A: Tak… Radosny, o radości życia, ponieważ my się tak cieszymy.

Wasza płyta w ogóle bazuje na małych radościach…

A: Tak, ponieważ one najłatwiej ubierają się w słowa i później w melodie. Chyba polega to na tym, że te proste emocje i chwile najłatwiej zamienia się na "chwilę" kompozytorską, jeśli można tak to nazwać. To pewnie nie jest reguła, ale tak mi się wydaje.

M: W naszym przypadku najczęściej tak jest.

Wiemy, że dużo koncertujecie, że praca w studiu nie była łatwa, a inspiracja do tych piosenek przyszła łatwo?

M: Czasami to jest tak, że różne pomysły gdzieś w głowie siedzą, chodzą za nami. Tak samo jak z muzyką. W pewnym momencie one gdzieś się ze sobą spotykają i wystarczy jeden przyjemny wieczór w miłym towarzystwie i to się wszystko zaczyna kleić. Do tego jeszcze dochodzi reszta zespołu, która pomaga to ubrać w ciekawą aranżację i tak powstają nasze utwory.

Powiedziałaś o towarzystwie – zespole. W towarzystwie gości także zespół "Chwila nieuwagi" na tej płycie. Powiedzcie kto Wam towarzyszył na płycie "Miszung"?

M: W piosence "Przedwiośnie" mamy aż dwóch znakomitych gości. Jest Maciej Balcar, wokalista Dżemu i Jarosław Treliński, gitarzysta Raz Dwa Trzy. Natomiast w ostatniej piosence zamykającej płytę "Tam na rzece" do słów Bolesława Leśmiana, można usłyszeć takie piękne fleciki irlandzkie Darka Sojki z zespołu Carrantuohill.

Bolesław Leśmian, Adam Ziemianin, to są teksty, po które sięgacie na płycie. Maria Konopnicka po raz kolejny w Waszej twórczości, no i oczywiście Wasze teksty…

A: Tak, naszych tekstów jest dużo więcej niż na pierwszej płycie.

M: Proporcje się obróciły.

A: Poczuliśmy się na tyle pewni…

Nabraliście odwagi…

A: Tak, chyba tak. Druga strona medalu też jest taka, że teraz łatwiej nam się nad tym pracuje. Potrzeba dystansu do swoich pomysłów muzycznych, żeby nie zabić wartości słów, a przy własnych tekstach jest jakby mniejsza odpowiedzialność. W najgorszym wypadku to tylko my to napisaliśmy. Przynajmniej łatwiej jest to przed samym sobą obronić. "Miszung" to tytuł Waszej nowej płyty i zarazem fajne śląskie słowo…

M: Tak, celowo nazwaliśmy płytę z takim śląskim akcentem. Ze względu na to, że "miszung" oznacza bałagan, a ta nasza płyta jest bardzo taka eklektyczna, gdy się ją wysłucha w całości, to wiadomo o co chodzi, a do tego trzy piosenki z płyty zaśpiewane są po naszymu, czyli po śląsku.

Ten pierwiastek śląskości będzie się rozwijać w Waszej twórczości, czy może zostanie tylko jako wisienka na torcie? Zastanawialiście się nad tym?

A: Pytają na o to, ale my nie potrafimy odpowiedzieć teraz na to pytanie, ponieważ nie produkujemy utworów planowano. To się nam trochę "przydarza". Czasami jest też tak, że jeżeli zabieramy się za folkową "nutę", to w naturalny sposób "przyklejamy" się do gwary śląskiej, ponieważ jest to dla nas naturalne. W przypadku pozostałych utworów - popowych czy jazzowych, gwara śląska, mogłaby wyjść karykaturalnie albo świetnie, bo są też przykłady, w których da się to łączyć. Nam na razie to jakoś nie wychodzi i nie silimy się na to. Używamy jej wtedy, kiedy sama wypływa naturalnie.

Mamy projekt "hurdu_hurdu"...

A: Dominika Kontny wokalistka z tego projektu śpiewała z nami na premierze w Rybniku. To jest coś świetnego, absolutnie. Tylko zależy jak ktoś potrafi to skleić. Zrobione z takim smakiem na takim poziomie, że można tylko przyklasnąć, ale nie każdemu z pewnością by to wyszło. Przykładowo my balibyśmy się, że się gdzieś na tym "wyłożymy".

Czyli niełatwa sprawa z tą śląską godką? Jak ją zaanektować do muzyki, która nie brzmiałaby w sposób biesiadny...

A: Dokładnie, trzeba się nad tym trochę napracować.

M: Po raz pierwszy po śląsku śpiewaliśmy z drżącym sercem na pierwszej naszej płycie w utworze "Pedziała mi matka". Kiedy wypuściliśmy ten utwór okazało się, że spotkał się on z ciepłym przyjęciem. Nie mówimy tu wyłącznie o Ślązakach, ale także poza Śląskiem bardzo gorąco go przyjmowano. Dodało nam to trochę odwagi i zachęciło, żeby nie poprzestawać na tym jednym utworze.

Nie poprzestawajcie na tym, niech ten pierwiastek śląski będzie wyeksponowany na Waszych kolejnych płytach, po mimo, że trauma studyjna Was trzyma...

M: Oj, nie jest tak źle.

W takim razie liczę na kolejne płyty i kolejne spotkania w radiu i na koncertach. Bardzo dziękuję za to, że część Waszej jedynej wolnej soboty w roku poświęciliście na spotkanie w programie Muzyczny Sobotni Wieczór.