O pierwszej gitarze, fenomenalnej prostocie i nowej płycie

fot. Tomasz Dziedzic

"Gitara jest dla mnie środkiem, którym przekazuję swoje emocje, sposobem na to, żeby miło i wesoło spędzać czas" – o pierwszej gitarze, fenomenalnej prostocie i nowej płycie z Grzegorzem Kapołką rozmawiał Bartek Gruchlik.


Bartek Gruchlik: Grzegorz Kapołka - gitarzysta bluesowy. Musimy dodać "bluesowy"?

Grzegorz Kapołka: Myślę, że nie. Wprawdzie gram sporo bluesa, ale przede wszystkim jestem muzykiem - gitarzystą. Gitara jest dla mnie środkiem, którym przekazuję swoje emocje, sposobem na to, żeby miło i wesoło spędzać czas. Ale tylko wtedy jest to czas wesoły i miły, jeżeli się człowiek do tego dobrze przygotuje. To nie jest kwestia tygodnia lub dwóch tygodni, to są lata ciężkiej pracy.

Kiedy zacząłeś grać na gitarze?

Miałem 11 lat, kiedy mama kupiła mi gitarę w sklepie muzycznym na ul. Warszawskiej za 615 zł z przystawką i pokrowcem. To była moja pierwsza prawdziwa gitara. Wcześniej wycinaliśmy z moimi kolegami gitary ze styropianu, kartonów i markowaliśmy granie. Moi koledzy poszli inną drogą, a jak pozostałem na tym poletku.

Pamiętasz co się stało z pierwszą gitarą?

Szczerze mówiąc nie pamiętam, może komuś ją podarowałem. Trudno powiedzieć, ponieważ później miałem ponad 100 gitar.

Nie żal Ci pierwszej gitary?

Żal, ale ja ją cały czas noszę w sercu i w pamięci pielęgnuję jej obraz.

Nasi słuchacze mogą Cię kojarzyć z cyklu "Największe przeboje gitarowe", w których mówiłeś o gitarowych solówkach.

Tak to ciekawe sytuacje. Życie analizuje takie największe przeboje. Wydaje się, że z pozoru są one proste, ale często piękno leży w prostocie i czasem trudno jest ten motyw odnaleźć.

Można Cię także kojarzyć z innych nagrań. Na ilu płytach udzielałeś się jako muzyk sesyjny?

Do tej pory było to ok. 60 płyt sesyjnych. To jest kawał życia i kawał pracy, ale także wiele przygód. Trzeba podkreślić, że jest to bardzo odpowiedzialna i ciężka praca, ponieważ studio obnaża nieumiejętności. Ktoś, kto nie jest odpowiednio przygotowany i nie ma kompetencji, ten sobie po prostu nie poradzi. Zdarzyło mi się kiedyś grać za kogoś innego na koncercie. Miałem z tyłu sceny ustawiony stolik, przy którym siedziałem sobie z gitarą, a kolega "grał" na scenie i robił jakieś ewolucje akrobatyczne, a ja wtedy grałem za niego solówki.

Dzisiaj występujesz w roli lidera zespołu Grzegorz Kapołka Trio. Przychodzisz do nas z nową płytą "Blues4You". Jednym z singli jest piosenka "She and he". Kim jest "she", a kim jest "he"?

"She" to moja córka, a "he" to mój syn. Tę piosenkę dedykowałem swoim dzieciom.

Kto występuje w Grzegorz Kapołka Trio?

Od lat skład zespołu pozostaje niezmieniony. Na basie gra Dariusz Ziółek - fenomenalny muzyk i fenomenalny człowiek, a na perkusji podobnie fenomenalny człowiek i muzyk - Irek Głyk. Ten skład odpowiada mi najbardziej. Z tymi muzykami świetnie się dogadujemy i bardzo dobrze nam się gra.

Powiedzmy od razu, że Dariusz Ziółek dołożył kilka kompozycji.

Tak, Darek dołożył swoje dwa grosze do nowej płyty. Napisał dwa piękne tematy - Mrs. Dog i Sober Song, w których udzielamy się wokalnie z Darkiem. Są to proste rzeczy. Parę z piosenek zostało napisanych na kilka dni przed wejściem do studia. Nie znaczy to wcale, że jest to materiał prosty w odbiorze.

Wiesz jakie słowo w naszej rozmowie powtarza się najczęściej?

Nie, nie mam pojęcia.

Prostota.

Prostota, oczywiście.. Piękno leży w prostocie. Jednak nie należy mylić prostoty z prymitywizmem, a przede wszystkim z prostactwem. Chociaż nawet prymitywna sztuka, np. malarstwo prymitywne może być fenomenalne. Czy pozornie prymitywne granie też może być fenomenalne. Ponieważ wcale nie musi być tak, że jest orkiestra typu Wagner 250 osób. Czy wynalazki nowoczesnej techniki zaawansowane gitarowe kostki to zawsze ułatwia sytuację, ale na tym też trzeba umieć grać.

Czy masz tę prostotę gdzieś z tyłu głowy kiedy tworzysz? Czy "wychodzi" to z Ciebie naturalnie?

Nie, ja w ogóle nie piszę utworów. W ogóle nie czuję się kompozytorem. Szczerze mówiąc nie wiem jak się określić. Jestem autorem paru piosenek, autorem tematów kilkudziesięciu piosenek bluesowych. To krąży gdzieś w powietrzu albo ktoś to łapie albo nie. albo ktoś ma talent albo nie. Kiedy gram na gitarze czasem coś mi wejdzie w palce i wyłapuję taki temat. Zazdroszczę takim kompozytorom jak na przykład Beethoven czy Bach, którzy zasiadali do pracy i komponowali od 9 do 14. Ostrzył ołówki, wyciągał papier nutowy i komponował. Czuję wielki szacunek. Jestem autorem prostych pieśni bluesowych, ale te tematy później przetwarzane i rozwijane przez trio już wcale takie proste nie są.