Główny Inspektor Sanitarny doktor Paweł Grzesiowski ocenił, że szczyt zachorowań na grypę w Polsce nastąpi w pierwszej połowie lutego. Na początku stycznia odnotowano 70 przypadków zachorowań na 100 tys. mieszkańców, a w drugiej połowie stycznia - już prawie 270 przypadków. O profilaktyce porozmawiamy z dr hab. nauk o zdrowiu Katarzyną Brukało z Wydziału Zdrowia Publicznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Z dr hab. nauk o zdrowiu Katarzyną Brukało z Wydziału Zdrowia Publicznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego rozmawia Paweł Nadrowski.
— Musimy przygotować się na szczyt zachorowań (na grypę — przyp. red.), o ile oczywiście jest to możliwe. Przede wszystkim poprzez profilaktykę i szczepienia — mówiła w Radiu Katowice dr hab. nauk o zdrowiu Katarzyna Brukało z Wydziału Zdrowia Publicznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. GIS prognozuje, że szczyt ten nastąpi do połowy lutego.
Z danych portalu ezdrowie.gov.pl wynika, że wskaźnik zachorowalności na grypę wzrósł w ostatnich tygodniach. Na początku stycznia w Polsce odnotowano 70 przypadków zachorowań na 100 tys. osób. W drugiej połowie stycznia było to już blisko 270 przypadków.
Prof. Katarzyna Brukało przypomniała w rozmowie z rozgłośnią, że w tym sezonie dominuje grypa typu A w wariancie K. Jak wskazała, charakteryzuje się wysoką gorączką, choć nie jest to obligatoryjne.
— Mało tego, przy wariancie K pojawiają nam się zaburzenia żołądkowo-jelitowe. Do tego mocne osłabienie, bóle kości, bóle mięśni — wymieniał gość Radia Katowice w rozmowie z Pawłem Nadrowskim.
— Jest to niebezpieczne przede wszystkim dlatego, że grypa jest groźna wśród dzieci i osób starszych, które już z definicji są narażone na odwodnienie. Jeśli dodamy do tego jeszcze wszystkie zaburzenia żołądkowo-jelitowe, tym bardziej musimy na to zwracać uwagę — dodaje ekspertka.
Prof. Brukało podkreśliła, że wśród pierwszych objawów które powinny sugerować grypę, jest złe samopoczucie narastające z godziny na godzinę.
— Rano możemy iść do pracy i czuć się dobrze. Natomiast wieczorem będą to już objawy, które praktycznie wysysają z nas całą siłę i energię. Lekarze często mówią, że w ich drzwiach stają pacjenci, którzy są sino-zielono-czerwoni. Widać po nich bardzo duże osłabienie i jednocześnie odwodnienie — mówi gość rozgłośni.
Zapytana czy w lutym jest jeszcze sens szczepienia się przeciwko grypie, prof. Brukało odpowiedziała twierdząco mówiąc, że "sens jest zawsze".
— Szczepienia w przypadku grypy to trochę pasy bezpieczeństwa. Kiedy w samochodzie zapinamy pasy, to nie ustrzegą nas przed wypadkiem. Ustrzegą nas natomiast przed poważnymi konsekwencjami. Podobnie jest w przypadku szczepień dotyczących grypy. Nie mają na celu spowodować, że nie zachorujemy. One mają na celu spowodowanie tego, że nie będzie to grypa powikłana hospitalizacją, zapaleniem mięśnia sercowego czy zapaleniem płuc — wskazała prof. Katarzyna Brukało.
Gość Radia Katowice zwrócił uwagę na fakt, że w Polsce "szczepienia nie są bardzo popularne".
— Aktualnie mamy 2,2 mln osób wyszczepionych. To więcej niż w zeszłym roku, kiedy było 1,8 mln. Nadal jednak stawia nas to na końcu krajów europejskich. Zdecydowanie odbiega od wytycznych WHO, mówiących że wyszczepialność wśród seniorów powinna być na poziomie 75 procent. Zdecydowanie nam jej brakuje — oceniła prof. Brukało.
Ekspertka wskazała, że profilaktyka powinna obejmować również regularne mycie rąk.
— Chyba nie da się myć rąk za często. Jeśli mamy wirus grypy, który przenosi się drogą kropelkową, to tak naprawdę zdecydowanie rzadziej zarażamy się od człowieka do człowieka. Częściej zarażamy się dotykając brudnej klamki, brudnych wózków w sklepie — wymieniała prof. Brukało.
— Wietrzmy pomieszczenia. To trudne zimą, szczególnie kiedy mamy alerty smogowe. Czasami trudno wybrać mniejsze zło, ale wietrzmy pomieszczenia, żeby walczyć z wirusami. Dbajmy też o naszą odporność na poziomie indywidualnym. Wysypiajmy się, dobrze się odżywiajmy. Pamiętajmy, żeby przede wszystkim w tym okresie suplementować witaminę D. Zalecamy suplementację w ilości 4 tys. jednostek do marca. Budujmy odporność na co dzień — dodała.
Gościem Radia Katowice jest profesor Katarzyna Brukało, specjalistka z zakresu nauk o zdrowiu z Wydziału Zdrowia Publicznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Dzień dobry pani profesor.
Dzień dobry panie redaktorze, dzień dobry państwu.
A skoro o zdrowiu mowa, to i o chorobach. Główny Inspektor Sanitarny doktor Paweł Grzesiowski ocenił, że szczyt zachorowań na grypę w Polsce dopiero przed nami. Według niego stanie się to do połowy lutego. Wariant K dominuje. Czym on się wyróżnia na tle innych?
Oj, to może najpierw jeszcze o tym szczycie zachorowań, bo myślę że to jest istotne, że musimy się na ten stan zachorowań przygotować, o ile oczywiście jest to możliwe, czyli przede wszystkim przez profilaktykę, poprzez szczepienia, o których pewnie też za chwilę będziemy rozmawiać. Natomiast jeżeli chodzi o sam wariant K jest charakterystycznym wariantem grypy, który pojawiał się niedawno. On jest wariantem grypy typu A, czyli tak naprawdę typu który znamy, aczkolwiek sam wariant jest nowy. Czym on się charakteryzuje i co jest w nim nowego, to fakt że on owszem przebiega z wysoką gorączką, czyli charakterystycznie jak grypa, ale to już nie jest obligatoryjne. Mało tego, przy wariancie K pojawiają nam się zaburzenia żołądkowo-jelitowe. To jest w tej chwili takim wyznacznikiem, który może nam sugerować, że faktycznie mocne osłabienie, bóle kości, bóle mięśni, do tego gorączka lub też nie -tak naprawdę na chwilę obecną- plus objawy, które charakteryzują typową jelitówkę, mogą nam sugerować, że jest to faktycznie grypa w wariancie K. Dlaczego to jest niebezpieczne? Przede wszystkim dlatego, że grypa jest niebezpieczna wśród dzieci i wśród osób starszych, które z definicji już są narażone na odwodnienie, więc jeżeli do tego dodamy jeszcze wszystkie zaburzenia żołądkowo-jelitowe, tym bardziej musimy na to zwracać uwagę.
To jakie są pierwsze objawy, które powinny nas zaniepokoić? Właśnie złe samopoczucie? Zaburzenia jelitowe?
Zdecydowanie tak, przy czym proszę zwrócić uwagę na to, że to jest złe samopoczucie, które narasta z godziny na godzinę. My rano możemy iść do pracy i czuć się dobrze, natomiast wieczorem to już będą objawy, które praktycznie wysysają z nas całą siłę i całą energię. Lekarze bardzo często mówią o tym, że w drzwiach ich gabinetów stają pacjenci, którzy są sino-zielono-czerwoni, czyli widać już po nich to bardzo, bardzo duże osłabienie, a jednocześnie też duże odwodnienie związane z tymi zaburzeniami żołądkowo-jelitowymi.
Z czego to może wynikać pani profesor, że akurat teraz w lutym można spodziewać się tego szczytu? Czy to można łączyć z feriami zimowymi i z tym, że częściej się przemieszczamy?
Na pewno jest tak, że wirusy nie mają kalendarza. One nie wiedzą o tym, że akurat w połowie lutego mają dokładnie zaatakować. To absolutnie tak nie działa. To wynika przede wszystkim z obserwacji epidemiologicznych, dlatego że ten szczyt zachorowań my owszem, co roku obserwujemy jeżeli chodzi o grypę, od mniej więcej od końca stycznia do połowy lutego. W tym roku jest on spodziewany właśnie na połowę lutego, czyli powiedzmy za jakieś 10-12 dni. Tutaj są dwie teorie do tego, że faktycznie z jednej strony ferie powodują, że dzieciaki, które są -jakkolwiek by to nie zabrzmiało- głównymi kurierami tego wirusa grypy, spotykają na wyjazdach zimowych, na zimowiskach i tam on ma doskonałe warunki żeby się rozprzestrzeniać, ale z drugiej strony tak naprawdę duże skupiska, czyli chociażby szkoły, do których dzieci chodzą nie będąc na feriach, też są dobrym miejscem. Tutaj raczej nie do końca przypisywałabym to feriom, raczej to takie typowe obserwacje epidemiologiczne, które pozwalają nam to przewidywać. Dlaczego mówię o obserwacjach? Dlatego, że my mamy do tego konkretne liczby. W połowie stycznia chorowało średnio 70 osób na 100 tysięcy mieszkańców. Pod koniec stycznia było to już 270 osób na 100 tysięcy mieszkańców. To jest tak naprawdę lawinowy wzrost. Doktor Paweł Grzesiowski mówił także o hospitalizacjach i o zgonach, które w tym roku liczymy już na ponad 500 osób, więc to jest faktycznie grypa, która przebiega ostro i przebiega z powikłaniami. Tych powikłań właśnie chcemy uniknąć.
Skoro o teoriach mowa, to zdziwiła mnie, ale pojawiła się faktycznie gdzieś w Internecie, doktor Paweł Grzesiowski zaprzeczył jakoby wirus mógł zostać wymrożony przez te niskie temperatury, które były ostatnio. Faktycznie taki mit istnieje?
Tak jest, oczywiście. Dobrze, że jest mroźno bo to się wszystko wymrozi, oczyści się nam powietrze i będzie lepiej. To tak niestety nie działa. Wirusy mają bardzo wysoką tolerancję, jeżeli chodzi o niską temperaturę. Gdyby tak było, to pewnie na Antarktydzie nie znajdowalibyśmy jeszcze przetrwalników wirusów, a takowe znajdujemy, więc niestety, ale ten mit musimy jednoznacznie obalić, czyli mróz nie pomaga w żaden sposób jeżeli chodzi o walkę z grypą.
Zdecydowanie zatem obalamy. Tak jak w wielu przypadkach ważna jest profilaktyka i Sanepid jako przykład podaje tutaj szczepienia. Mamy luty. Czy jest jeszcze sens się szczepić pani profesor?
Ja powiem, że sens jest zawsze. Natomiast my musimy sobie zdawać sprawę z tego czego po tych szczepieniach oczekujemy. Dlatego, że w przypadku grypy sczepienia nie polegają na tym żeby nie zachorować, to nie jest gwarancja. W medycynie w ogóle generalnie nie ma gwarancji. Szczepienia w przypadku grypy to są trochę pasy bezpieczeństwa. Ja bardzo lubię to porównanie. Kiedy zapinamy w samochodzie pasy bezpieczeństwa one nas nie ustrzegą przed wypadkiem, ale one ustrzegą nas przed poważnymi konsekwencjami. Dokładnie podobnie jest w przypadku szczepień dotyczących grypy, czyli tak naprawdę one nie mają na celu spowodowanie tego, że nie zachorujemy, one mają na celu spowodowanie tego, że to nie będzie grypa, która będzie powikłana hospitalizacją, która będzie powikłana zapaleniem mięśnia sercowego, która będzie powikłana zapaleniem płuc. Tak ważne i istotne powikłania, szczególnie w grupach wyjątkowo narażonych, czy wśród wspomnianych już osób starszych czy w przypadku dzieciaków. Co jest też istotne, i to trzeba bardzo uczciwie powiedzieć, -dlatego że w tej chwili te szczepienia nie są tak bardzo popularne- aktualnie mamy 2,2 miliona osób wszczepionych, to jest więcej niż w zeszłym roku owszem, nieznacznie ale jest ( w zeszłym roku było to 1,8 miliona), natomiast to nadal stawia nas tak naprawdę na samym końcu krajów europejskich. Absolutnie, zdecydowanie odbiega od wytycznych WHO. Wytyczne światowe organizacji zdrowia mówią, że wśród seniorów ta wszczepialność powinna być na poziomie 75%. Zdecydowanie jej nam brakuje. Teraz co jest bardzo ważne w tym żeby tą wszczepialność poprawiać, to myślę, uczciwość i tutaj trzeba uczciwie powiedzieć, że jeżeli chodzi o szczepionkę, która została przygotowana na ten rok -bo co jest znowu ważne, te szczepienia na grypę zostają przygotowywane i konstruowane z roku na rok, czyli przed danym, bieżącym sezonem grypy- one są zatwierdzane pół roku wcześniej. Wtedy my nie wiedzieliśmy o wariancie K i to powoduje, że faktycznie, jeżeli chodzi o wariant K ta skuteczność szczepień jest oceniana na poziomie 70%. Bywały sezony gdzie mieliśmy zdecydowanie wyższą tą skuteczność, ale nadal jest to 70% do tego żeby nie wylądować w szpitalu, żeby nie mieć zapalenia płuc i żeby nie czekać w tych długich kolejkach, które w tej chwili już się wszędzie tworzą, nawet u lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej.
Szczepienia to tylko jeden sposób profilaktyki. O czym jeszcze powinniśmy pamiętać żeby nie zachorować?
Zdecydowanie będę nuda. To nie będą żadne czary, to nie będą żadne tańce nad ogniskiem, absolutnie nie. To będzie mycie rąk na przykład, czyli wracamy do tego o czym mówiliśmy cały czas w okresie pandemii, mówimy o tym teraz. Wracamy do mycia rąk przy każdej okazji tak naprawdę -chyba nie da się myć rąk za często, tak mi się wydaje-, dlatego że jeżeli mamy wirus grypy, który przenosi się drogą kropelkową, to zdecydowanie rzadziej zarażamy się od człowieka do człowieka. Częściej zarażamy się dotykając na przykład brudnej klamki, dotykając brudnych wózków w sklepie, więc przede wszystkim myjmy ręce. Wietrzmy pomieszczenia. To jest kolejna rzecz, ja oczywiście wiem, że to jest trudne w zimie, szczególnie kiedy mamy alerty smogowe to tak naprawdę czasami trudno wybrać mniejsze zło, ale wietrzmy te pomieszczenia, właśnie po to żeby z tymi wirusami walczyć. I wreszcie bardzo trywialne, ale dbajmy o naszą odporność na poziomie indywidualnym, czyli wysypiajmy się, dobrze się odżywiajmy, pamiętajmy o tym żeby suplementować w tym okresie m.in. witaminę D, gdzie tę suplementację zalecamy w ilości 4000 jednostek jeszcze cały czas do marca i budujmy tę odporność po prostu na co dzień.
Mówiła o tym profesor Katarzyna Brukało, specjalistka zakresu nauk o zdrowiu z Wydziału Zdrowia Publicznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Dziękuję.
Bardzo dziękuję. Wszystkiego zdrowego dla państwa!
Zawsze jesteśmy w centrum wydarzeń. Dyskutujemy o problemach ważnych dla kraju i regionu. Zadajemy trudne pytania, zmierzamy do sedna sprawy. Wykładamy kawę na ławę.
