Zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego o koronawirusie. Gość poranka.

O dużym szumie medialnym, niedomówieniach i faktach koronawirusowych – o tym wszystkim w Radiu Katowice opowiadał Jadwidze Woźnikowskiej nasz gość — Zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego, doktor Grzegorz Hudzik.


Jadwiga Woźnikowska: W Polsce odnotowano jeden przypadek koronawirusa, czy jest zatem  Panie Ministrze o co kruszyć kopie? Wszystkie nagłówki cały czas traktują o koronawirusie...

Grzegorz Hudzik: Proszę Państwa, nie możemy absolutnie bagatelizować problemu. Pojawił się pierwszy przypadek, długo oczekiwany, zwłaszcza przez media, które chciały mieć pierwszeństwo przy publikacji tego typu materiałów. Ale na poważnie. W świecie biologii jest to nowy wirus, a nowości się obawiamy, bo nie wiemy w jakim kierunku one prowadzą. Czy będzie niebezpieczny dla ludzi? Jak olbrzymie, śmiertelne żniwo zbierze? Jaka jest jego budowa? Pojawia się szereg pytań, a każdy dzień przynosi cząsteczkę odpowiedzi na nie. 

J.W.: Jak daleko nam do scenariusza włoskiego? O chińskim nie wspominając... 

G.H.: Mam nadzieję, że tak długo, jak będzie to możliwe uda nam się powstrzymać falę zachorowań. Włosi mieli to nieszczęście, że niestety wymknął im się spod nadzoru przypadek, który rozprzestrzenił się po ogromnym terenie. Widzimy teraz jakie są efekty – prawie cały kraj objęty jest zachorowaniami. 

J.W.: A może to kwestia mentalności? Włosi są bardzo wylewni, bawią się, spotykają w restauracjach. My jednak jesteśmy trochę bardziej powściągliwi. Może chłodniejszy klimat nas uchroni? Wbrew pozorom, nasz sposób życia, to że jeszcze jemy zdrową żywność, powoduje, że jesteśmy bardziej uodpornieni? Czy to nadinterpretacja?

G.H.: To są na pewno zmienne, które modyfikują tego typu zjawisko, natomiast nie bądźmy pewni, że jesteśmy inni, że jesteśmy bardziej konserwatywni. Polacy to też jest fantastyczny naród i nacja, która cieszy i potrafi cieszyć się życiem. Natomiast na pewno i warunki klimatyczne i geograficzne, i zwyczajowe sprzyjają takiemu właśnie, a nie innemu rozwojowi wydarzeń. Natomiast, nic nas naprawdę nie uchroni przed trzeźwym, rozsądnym myśleniem i bardzo rozsądnym podejściem przede wszystkim do samooceny i samokontroli.

J.W.: Panie Ministrze bardzo się cieszę, że  znalazł Pan czas na rozmowę z nami bo wiem, że Państwo właściwie nie wychodzą z Ministerstwa Zdrowia. Cały czas toczą się rozmowy z samorządami i wojewodami, oczywiście z Powiatowymi Stacjami Epidemiologiczno-Sanitarnymi. Ale wracając do pierwszego pytania: czy wszystkie działania nie są podejmowane nad wyraz? Przecież tylko jedna osoba w kraju jest chora....

G.H.: Jeden przypadek, który za chwilę może stać się wielokrotnością tej jedynki, a niestety zachorowania idą w postępie geometrycznym. Według danych, które obecnie posiadamy jedna  chora osoba może zarazić co najmniej dwie kolejne osoby. Proszę więc sobie wyobrazić, jak szybko może dojść do wzrostu fali zachorowań, jeżeli nie będziemy kontrolowali tego zjawiska. Spodziewaliśmy się, że wirus zostanie przywieziony do nas z Włoch, tymczasem kierunek nadejścia okazał się zupełnie inny.

J.W.: Przywieziony został zza zachodniej granicy, choć jeszcze całkiem niedawno mówiliśmy, że Niemcy wzorcowo obronili się przed koronawirusem. Jak się jednak okazuje tak nie jest. Do naszych zachodnich sąsiadów zajrzymy jeszcze za chwilę, natomiast jak to, co Państwo mówią : że jesteśmy przygotowani -  ma się do pustych półek, z kaszą, z makaronem, do braków maseczek? Te ostatnie są na niektórych oddziałach szpitalnych wręcz wydzielane. Gabinety stomatologiczne objęła swego rodzaju reglamentacja. Brakuje towaru, który w obecnej sytuacji powinien być ogólnodostępny…

G.H.: Przede wszystkim musimy zachować rozsądek. Maseczki, proszę Państwa, dedykowane są  tak naprawdę dla osób chorych bądź też personelu medycznego, który jest najbardziej narażony na kontakt z wydzielinami człowieka. Pozostawmy ten produkt absolutnie tym grupom zawodowym, oraz pacjentom, którzy maseczek używać muszą. Chcę absolutnie podkreślić, że maseczki nie uchronią nas przed zachorowaniem. Używanie maseczek chirurgicznych może jedynie polepszyć nam samopoczucie, ale nie chroni. Flizelinowe maseczki mają na tyle duże pory, że wirus bezproblemowo je pokona. Dodatkowo przebywanie w środowisku, które ewidentnie uwalnia wirusy sprawia, że mogą one zbierać się na ściankach maski, którą mimowolnie dotykamy, po czym jeszcze później tą samą ręką pocieramy oczy lub nos, a stąd do zachorowania już bardzo blisko.  Jeszcze raz apeluję:  Maski tak, ale dla profesjonalistów medycznych i dla chorych, by nie o eksportowali wirusów do środowiska.

J.W.: W mediach pojawią się też wypowiedzi, że Państwo pewnie coś ukrywają przed nami, że tych przypadków jest znacznie więcej, że daliście nam Państwo jeden przypadek, by tylko media się trochę uspokoiły. Prawda to czy fałsz?

G.H.: To jest fałsz, to jest absolutnie fałsz. Dementuje jakiekolwiek domniemania, czy też domysły, czy budowanie jakiś fałszywych scenariuszy. Proszę Państwa, codziennie armia ludzi pracuje nad tym, żeby ustrzec resztę społeczeństwa przed zakażeniem. W tej chwili mamy w nadzorze epidemiologicznym ponad pięć i pół tysiąca osób. Są to osoby, które miały potencjalny kontakt z osobami podejrzanymi o zakażenie. Wirusa można wwieźć do Polski jedynie wewnątrz organizmu  człowieka, który jest pokarmem i źródłem namnażania. Pierwszy pacjent jechał w autobusie razem z ponad pięćdziesięcioma osobami. Proszę sobie wyobrazić jaka jest skala zjawiska. Każda z tych osób jadąca w tym autobusie...

J.W.: Może być potencjalnym nosicielem?

G.H.: Dokładnie tak. W związku z tym robimy wszystko, żeby ten proces ograniczyć. Robimy to poprzez stosowanie różnych zabiegów, kwarantanny, dochodzenia epidemiologicznego, ustalenia wszelkich potencjalnych kontaktów. To jest nasza praca.

J.W.: O ile Państwo mają listę osób podróżujących feralnym autokarem z Niemiec, to czy  można oszacować, jak wiele osób wraca właśnie z Włoch, z Chin?

G.H.: I to jest Pani Redaktor bardzo istotna i bardzo ważna kwestia. To, że próbujemy zatajać fakty jest najgorszym z możliwych rodzajów scenariusza rozprzestrzeniania się choroby.

J.W.: No ale jak to nie zataić, skoro przyznanie się do wizyty w jednym z tych krajów będzie nas stygmatyzowało? Ludzie zaczną się od nas odsuwać... 

G.H.: Ale to zasada solidarności społecznej. Jeżeli manifestuje, czy też miałem objawy, lepiej żebym się poddał zabiegom kwarantanny, żebym mógł być odpowiednio leczony w razie wystąpienia u mnie objawów chorobowych. To jest walka z czasem. 

J.W.:  Osiemdziesiąt procent społeczeństwa przechodzi COVID-19 spokojnie, czasami wrecz bezobjawowo lub skąpoobjawowo, czy zatem poddanie się kwarantannie i leczeniu szpitalnemu ma sens? 

G.H.: Ma sens, bo pozostaje dwadzieścia procent, która ma możliwość zapadnięcia na ciężkie powikłania w postaci wirusowego zapalenia płuc i zaburzeń krążeniowo-oddechowych.

J.W.: Kim są osoby najbardziej zagrożone?

G.H.: To przede wszystkim osoby mające już choroby przewlekłe współistniejące. Głównie są to choroby płuc. Przewlekła obturacyjna choroba płuc, astma, choroby z zaburzeniami immunologicznymi, czyli zaburzeniami odporności, chorzy na nowotwory. Wszyscy, których organizm jest osłabiony są narażeni na ciężki przebieg COVID-19. Statystyka nieubłaganie wskazuje, że  wszystkie przypadki zgonów dotyczą właśnie osób starszych bądź też obciążonych chorobami współistniejącymi.

J.W.: Panie Ministrze trochę czuję się, jak na wojnie. Państwo mówią o szpitalach polowych, które są przygotowywane. Trzydzieści pięć szpitali, tylko na Śląsku  - jest postawionych w stan najwyższej gotowości. Do tego siedem oddziałów zakaźnych, kilkudziesięciu zakaźników całą dobę do dyspozycji. Jednocześnie słyszę, że  brakuje maseczek, że są wydzielane... Należy się bać?

G.H.: To jest stan wojny, słusznie Pani zauważyła.

J.W.: Ale trochę niewidoczny ten wróg, zupełnie abstrakcyjny…

G.H.: Wróg jest niewidzialny, dlatego trudniej jest z nim walczyć. Faktycznie, możemy go dopiero zobaczyć w mikroskopie elektronowym,  ale wierzcie mi Państwo, że opracowane zasady, którymi bombardujemy społeczeństwo i których być może Państwo macie już przesyt: o myciu rąk, zachowaniu reżimu sanitarnego, higieny; - to jest w tej chwili nasz oręż, którym potrafimy zniszczyć wirusa...

J.W.: Wydaje się tak banalny....

G.H.: Banalne, ale skuteczne. Tym możemy pokonać. I oczywiście zdrowym rozsądkiem i wiedzą, bo bez tego nic się nie uda.

J.W.: Wracamy do Niemiec... Urząd Ochrony Ludności i Pomocy na Wypadek Katastrof  w tym kraju opublikował listę zakupową – podobna pojawiła się w przestrzeni publicznej podczas powodzi – dziś odnosi się do epidemii koronawirusa. Otóż jest to spis zapasów na 10 dni w przypadku kwarantanny danego terenu. Czy powinniśmy z tej listy skorzystać Panie Ministrze?

G.H.: Proszę Państwa, przede wszystkim nie dajmy się zwariować. Uważam, że to jest po prostu niezbyt dobre działanie, by tego typu listę oferować. Kupimy produkty, które za chwilę się przeterminują i będziemy je wyrzucać. Jaki jest sens robienia zapasów w tej chwili? Pracujemy, działamy, mamy jeden potwierdzony przypadek  kronawirusa. Robienie zapasów nie ma sensu. To jest ewidentnie skalowanie zjawiska.

J.W.:   Odwiedzać supermarkety, czy też nie, bo przecież tam robimy zapasy...?

G.H.: Każde zbiorowisko ludzkie jest  miejscem, w którym potencjalnie może dojść do koncentracji i wymiany wirusów. Zwłaszcza, że zakupy w naszym kraju robią również osoby spoza naszych granic, gdzie koronawirus już występuje. 

J.W.: Oferty last minute do krajów Maghrebu, Bliskiego Wschodu kuszą. Jechać, czy nie jechać? Czy to teren bezpieczny? Gdzie szukać podpowiedzi?

G.H.: Na stronie internetowej Głównego Inspektora Sanitarnego zamieszczone są informacje  o krajach, w których odnotowano zachorowania wywołane  koronowirusem. Lista ta powstała na bazie informacji pozyskanych z WHO i ECDC, czyli Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób.  Nie jesteśmy uprawnieni do tego, żeby odradzać, czy też zakazywać podróży w tamte tereny, ale pokazujemy jak rozprzestrzenia się koronawirus. Skoro dane wskazują, że w danym kraju wzrasta ilość zachorowań, choć żadne państwo nie ogłosiło jeszcze epidemii, nierozsądnym byłoby pchanie się w paszczę lwa …

J.W.: Dziękuję za rozmowę. 


/as/