Francja, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone wyślą wojska na Ukrainę po zawarciu pokoju.
To ustalenie ze szczytu w Paryżu z udziałem przedstawicieli 35 państw na temat zakończenia wojny za naszą wschodnią granicą. W środę rozmowy były kontynuowane w ramach Trójkąta Weimarskiego. Czy istnieje szansa, że 2026 rok będzie rokiem końca rosyjskiej inwazji na Ukrainę? Jak wygląda sytuacja w Wenezueli po schwytaniu tamtejszego przywódcy Nicolasa Maduro?
Trudno jest stać po stronie Stanów Zjednoczonych w tego rodzaju dążeniach, mówił w Radiu Katowice politolog prof. Tomasz Kubin z Uniwersytetu Śląskiego komentując plany USA dotyczące potencjalnego przejęcia kontroli nad Grenlandią.
Prezydent Donald Trump i członkowie administracji USA od kilku dni mówią o konieczności przejęcia Grenlandii ze względów bezpieczeństwa narodowego. W środę sekretarz stanu USA Marco Rubio zapowiedział, że w przyszłym tygodniu spotka się z przedstawicielami Danii na rozmowy w tej sprawie.
Prof. Tomasz Kubin przypomniał w Radiu Katowice, że Grenlandia jest autonomicznym terytorium Danii, a Dania jest od założenia członkiem Traktatu Północnoatlantyckiego.
— Te względy bezpieczeństwa są mało przekonujące. Stany Zjednoczone mają bazę na Grenlandii. Pewnie mogłyby mieć więcej żołnierzy i baz, gdyby dogadano się z Danią i społecznością grenlandzką — ocenił ekspert ds. międzynarodowych w rozmowie z Pawłem Nadrowskim.
Zdaniem prof. Kubina, zapowiedzi przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone osłabiają pozycję państw zachodu.
— Takie zapowiedzi, że Grenlandia ma być amerykańska i jest potrzebna, osłabiają zachód w obliczu wyzwań, które są przed nami. Mam na myśli Rosję czy Chiny — ocenił gość Radia Katowice. — Pekin i Moskwa, mówiąc najogólniej, nie martwią się takimi zapowiedziami Amerykanów — dodał.
Prof. Tomasz Kubin przyznał, że można wyobrazić sobie scenariusz w którym Grenlandia zostałaby przejęta przez USA.
— Nie chciałbym podpowiadać Stanom Zjednoczonym, ale gdyby doszło do referendum niepodległościowego na Grenlandii, to Grenlandia stałaby się niepodległym państwem. Później Grenlandia należy do Grenlandczyków i mogą zdecydować czy chcieliby się przyłączyć do USA. Biorąc pod uwagę olbrzymią powierzchnię tego terytorium i bardzo niewielką populację, Stany Zjednoczone mówiąc kolokwialnie są w stanie kupić Grenlandię od Grenlandczyków — ocenił gość rozgłośni.
Pojmanie Nicolása Maduro. "Myślę, że ta operacja została przeprowadzona w porozumieniu z członkami reżimu w Wenezueli"
— Myślę, że cała ta operacja została przeprowadzona przez USA w porozumieniu z pozostałymi członkami reżimu w Wenezueli — mówił na antenie Radia Katowice prof. Tomasz Kubin o pojmaniu wenezuelskiego przywódcy Nicolása Maduro.
Politolog z Uniwersytetu Śląskiego zauważa, że Maduro został zatrzymany praktycznie bez żadnych strat ze strony sił Stanów Zjednoczonych.
— Nie mogłoby się to odbyć tak sprawnie bez porozumienia z Wenezuelczykami na miejscu — stwierdził prof. Tomasz Kubin. — Dlaczego teraz? Pewnie uznano, że sprawa jest dogadana, że można zrobić coś takiego i to się uda, bo wszystko w Caracas zostało dopracowane — dodał.
Prof. Tomasz Kubin przypomniał, że w Caracas ciągle sprawuje władzę system, na czele którego stał Nicolás Maduro.
— Widocznie uznano, że obalenie systemu całkowicie i próby przekazania władzy demokratycznej opozycji oznaczałyby chaos w Wenezueli i niekoniecznie zapewnienie wpływów amerykańskich — uważa ekspert ds. międzynarodowych. — Teraz te pozostałości reżimu, pani Delcy Rodríguez która formalnie jest obecnie głową państwa, jednak są kontrolowane przez USA. Demokratyczna opozycja, gdyby miała przejąć władzę i miałaby silną legitymację społeczną, niekoniecznie musiałaby realizować interesy amerykańskie — wskazuje gość Radia Katowice.
Prof. Kubin pokreślił, że trudno bronić byłego prezydenta Wenezueli. Wybory w 2018 r. i 2024 r., w których zwyciężył Maduro, powszechnie są uznawane za sfałszowane.
— Trudno polemizować z takimi opiniami organizacji międzynarodowych. Trudno bronić byłego prezydenta Wenezueli. Nicolas Maduro kontynuował system stworzony przez Hugo Cháveza. Rządy w tym kraju były sprawowane z naszej perspektywy w sposób tragiczny. Dość powiedzieć, że około jednej trzeciej Wenezuelczyków wyjechało z tego kraju. W czasach pokoju to rekord świata — mówił gość rozgłośni.
Zdaniem politologa, Wenezuela spełnia wszystkie kryteria tzw. państwa upadłego.
— Nie jest w stanie zapewnić pokoju, bezpieczeństwa w wymiarze wewnętrznym i międzynarodowym. Przy wszystkich głosach krytycznych co zrobiły USA, mam na myśli przede wszystkim kwestie dotyczące prawa międzynarodowego, trudno również bronić Nicolása Maduro — mówi prof. Kubin.
Paryskie rozmowy o pokoju na Ukrainie. "Klucz do zakończenia tej wojny ciągle jest w rękach prezydenta Rosji"
— Klucz do zakończenia tej wojny niestety ciągle jest w rękach prezydenta Rosji — mówił prof. Tomasz Kubin o spotkaniu tzw. koalicji chętnych w Paryżu. Przedstawiciele 35 państw rozmawiali na temat pokoju na Ukrainie. Politolog wskazał jednak, że takie spotkania są ważne.
— Muszą się odbywać i powinny się odbywać. Społeczeństwo i armia ukraińska muszą czuć i wiedzieć, że nie są sami — wyjaśniał gość Radia Katowice.
Prof. Tomasz Kubin ocenił, że Rosja nie jest aktualnie zainteresowana zawieszeniem broni.
— Ta wojna nie skończy się, dopóki Rosja nie będzie okolicznościami wewnętrznymi lub zewnętrznymi zmuszona do tego, aby tej agresji zaprzestać — mówił gość rozgłośni.
Z politologiem i specjalistą ds. międzynarodowych z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Śląskiego prof. Tomaszem Kubinem rozmawia Paweł Nadrowski.
Gościem Radia Katowice jest profesor Tomasz Kubin, politolog i specjalista do spraw międzynarodowych z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Śląskiego. Dzień dobry panie profesorze.
Dzień dobry państwu.
Proszę państwa dużo się dzieje na świecie, dlatego dziś skoncentrujemy się na zagranicy, tej dalszej i bliższej. To najpierw ta bliższa – Ukraina. W tym tygodniu w Paryżu rozmawiali przedstawiciele 35 państw, w tym polski premier, na temat zakończenia wojny za naszą wschodnią granicą. Ustalono, że Francja i Wielka Brytania wyślą wojska na Ukrainę po zawarciu pokoju a Stany Zjednoczone będą monitorować zawieszenie broni. Wczoraj rozmowy na temat pokoju kontynuowali w Paryżu ministrowie spraw zagranicznych Polski, Francji i Niemiec. Francja nazywa ostatnie dni historycznym przełomem w sprawie gwarancji bezpieczeństwa. Pana zdaniem panie profesorze 2026 będzie rokiem końca wojny na Ukrainie?
Chciałbym żeby tak było i myślę, że wszyscy w Polsce i w Europie chcielibyśmy aby tak było, ale tutaj te słowa prezydenta Francji chyba trochę na wyrost. Klucz do zakończenia tej wojny niestety ciągle jest w rękach prezydenta Rosji, a takie spotkania są ważne, one się muszą odbywać, powinny się odbywać. Ukraina, społeczeństwo ukraińskie, armia ukraińska musi czuć, musi wiedzieć, że nie jest sama. Nawet jeżeli z naszej perspektywy ktoś powie: „Kolejne spotkanie, kolejny raz się spotkali, wydali deklaracje, co z tego konkretnego wyniknie?”. Takie głosy oczywiście pojawiały się oczywiście już wcześniej, będą się pojawiać dalej, ale takie spotkania muszą się po prostu odbywać aby Ukraina wiedziała, że ciągle ma wsparcie Zachodu.
Jeżeli chodzi o wspomnianą stronę rosyjską, to szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow twierdzi, że polityka Unii Europejskiej wobec Rosji jest skazana na porażkę. Nazwał działania europejskich przywódców wspierających Ukrainę, jak to ujął, „antyrosyjską histerią”. Czy przy takiej narracji Rosja jest w ogóle zainteresowana, pana zdaniem, zawieszeniem broni?
W tym momencie nie. Ta wojna nie skończy się dopóki Rosja nie będzie okolicznościami – czy to zewnętrznymi, czy wewnętrznymi – zmuszona do tego, aby tej agresji zaprzestać.
Duża zmiana w ogóle w porównaniu z tymi pamiętnymi zdjęciami z Białego Domu, to chyba był luty ubiegłego roku, Donald Trump, J. D. Vance, którzy po prostu pokłócili się z Wołodymyrem Zełenskim. Skąd taka zmiana nastawienia? Teraz deklaracja, że sytuacja na Ukrainie po zawarciu pokoju będzie monitorowana przez amerykańskie wojsko.
Monitorowana. Co to oznacza w praktyce? Monitorować możemy w różny sposób i to słowo jest tak pojemne i tak rozciągliwe, że można je bardzo różnie interpretować i później stosować w praktyce. Do tej pory Ukraina chciała być członkiem NATO, chciała mieć jakieś twarde, konkretne gwarancje ze strony Zachodu, w tym przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Monitorować, ktoś powie, można z odległości satelitarnej.
Inny temat, o którym mówi się ostatnio dużo to Wenezuela i tutaj też Stany Zjednoczone odgrywają dużą rolę, bo siły USA pojmały przywódcę Nicolása Maduro i jego żonę, po czym przetransportowano ich do Stanów Zjednoczonych. Nowojorski sąd postawił im zarzuty, w tym uczestnictwa w zmowie narkoterrorystycznej i sprowadzania kokainy do USA. Oskarżeni do winy się nie przyznali, ale pojawia się pytanie dlaczego akurat teraz, w tym momencie to wszystko się wydarzyło?
Myślę, że cała ta operacja została przeprowadzona przez Stany Zjednoczone w porozumieniu z pozostałymi członkami reżimu w Wenezueli. Nicolás Maduro, mówiąc tak troszkę kolokwialnie, został zdjęty bez praktycznie żadnych strat ze strony wojska Stanów Zjednoczonych i nie mogłoby się to odbyć tak bezboleśnie, tak szybko i sprawnie bez porozumienia z jakimiś Wenezuelczykami na miejscu. Dlaczego teraz? Pewnie uznano, że sprawa jest dograna, dogadana, że można zrobić coś takiego, uda się to bo wszystko w Wenezueli, w Caracas zostało dopracowane, dograne. Zdjęty został prezydent, no ale system na czele którego miał stać, na razie ciągle sprawuje władzę w Caracas.
Chyba też warto nakreślić słuchaczom jakim typem przywódcy był Nicolás Maduro. Wybory prezydenckie z lat 2018 i 2024, w których zwyciężył, powszechnie uważane są za sfałszowane.
Trudno polemizować z takimi opiniami organizacji międzynarodowych. Trudno jest bronić byłego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro bo stał na czele systemu, kontynuował system stworzony przez Hugo Cháveza. Rządy sprawowane w tym kraju były sprawowane w sposób, z naszej perspektywy zachodniej, tragiczny. Dość powiedzieć, że około 1/3 Wenezuelczyków wyjechało z tego kraju, co w czasach pokoju jest rekordem świata. Wenezuela spełnia faktycznie wszystkie kryteria tzw. państwa upadłego, więc nie jest w stanie zapewnić ani pokoju, bezpieczeństwa w wymiarze wewnętrznym, ani międzynarodowym. Przy wszystkich głosach krytycznych wobec tego co Stany Zjednoczone zrobiły, mam tutaj na myśli przede wszystkim te kwestie dotyczące prawa międzynarodowego, trudno jest bronić Nicolása Maduro.
Tutaj chodziło faktycznie tylko o zmowę narkoterrorystyczną i sprowadzanie kokainy do USA czy też trochę o ropę?
Myślę, że o jedno i drugie, ale przede wszystkim by pokazać, że Stany Zjednoczone nie rzucają słów na wiatr, że ta zachodnia półkula, to co zostało wyraźnie stwierdzone kilka tygodni temu w ogłoszonej doktrynie bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, że zachodnia półkula jest strefą wpływów Stanów Zjednoczonych i żadne inne państwa w rodzaju Rosji czy Chin lepiej żeby tam nie ingerowały, nie mieszały się, nie angażowały w żaden sposób.
Wenezuelska opozycja, w tym jej liderka, laureatka Pokojowego Nobla, Maria Corina Machado od lat zabiegała o demokratyczne przemiany w kraju, ale jak czytam, po obaleniu nadal rządzą jednak dygnitarze tego represyjnego reżimu, a wiele opozycjonistów pozostaje na uchodźctwie albo w więzieniach. To tyle się zmieniło, a w zasadzie nic się nie zmieniło.
Umówimy się, demokratyzacja to nie jest to, co dla Donalda Trumpa jest najważniejsze. Tutaj kluczowa kwestia to są interesy, wpływy amerykańskie. Widocznie uznano, że obalenie całkowicie systemu i próby przekazania władzy demokratycznej opozycji oznaczałyby chaos w Wenezueli i niekoniecznie zapewnienie, zagwarantowanie tych wpływów amerykańskich. Teraz te pozostałości reżimu pani Delcy Rodriguez, która formalnie obecnie jest głową państwa, są jednak kontrolowane przez Stany Zjednoczone, a demokratyczna opozycja, gdyby miała przejąć władzę, miałaby silną legitymację społeczną, niekoniecznie musiałaby realizować interesy amerykańskie.
A co z Grenlandią? Donald Trump i członkowie jego administracji od kilku dni mówią o konieczności przejęcia Grenlandii ze względów bezpieczeństwa narodowego a Sekretarz Stanu USA Marco Rubio powiedział w środę, że w przyszłym tygodniu spotka się z przedstawicielami Danii na rozmowy na temat Grenlandii. Jak pan słyszy takie zapowiedzi to co pan o nich myśli?
Trudno jest stać po stronie Stanów Zjednoczonych w tego rodzaju dążeniach, dlatego że Grenlandia jest autonomicznym terytorium Danii, a Dania od założenia jest członkiem Traktatu Północnoatlantyckiego. Te względy bezpieczeństwa są tutaj mało przekonujące. Stany Zjednoczone mają bazę na Grenlandii i mogłyby pewnie tych żołnierzy i tych baz mieć więcej, gdyby dogadano się z Danią, ze społecznością grenlandzką. Takie zapowiedzi, że Grenlandia ma być amerykańska, że potrzebujemy Grenlandii, osłabiają Zachód w obliczu wyzwań, które już są przed nami, mam tu na myśli Rosję, Chiny. Myślę, że w Pekinie czy w Moskwie z tego rodzaju zapowiedzi kolejnego problemu do długiej listy wyzwań przed Zachodem, myślę że Pekin czy Moskwa, mówiąc najogólniej, nie martwią się takimi zapowiedziami Amerykanów.
A to w ogóle realne żeby Grenlandia została przejęta przez USA?
Można sobie wyobrazić taki scenariusz. Nie chciałbym podpowiadać Stanom Zjednoczonym, sami są w stanie sobie wymyślić jakiś scenariusz, ale gdyby najpierw doszło do jakiegoś referendum niepodległościowego na Grenlandii, Grenlandia formalnie zamiast być częścią Danii stałaby się niepodległym państwem, no to później Grenlandia należy do Grenlandczyków i mogą zdecydować czy chcieliby się przyłączyć do Stanów Zjednoczonych, a biorąc pod uwagę olbrzymią powierzchnię tego terytorium, bardzo niewielką populację, Stany Zjednoczone, mówiąc troszkę kolokwialnie, są w stanie po prostu kupić tę Grenlandię, nawet od Grenlandczyków.
I tutaj musimy postawić kropkę. Profesor Tomasz Kubin, politolog z Uniwersytetu Śląskiego był gościem Radia Katowice. Dziękuję.
Dziękuję państwu za uwagę.
Zawsze jesteśmy w centrum wydarzeń. Dyskutujemy o problemach ważnych dla kraju i regionu. Zadajemy trudne pytania, zmierzamy do sedna sprawy. Wykładamy kawę na ławę.
