Warta Poznań pokonana. Raków z trzecim zwycięstwem z rzędu w lidze.

fot.rakow.com

Warta zmarnowała 2 rzuty karne i strzeliła samobója. Jeszcze jedno trafienie dołożył Vladislavs Gutkovskis i to Raków wraca do Częstochowy z kompletem punktów.

To było starcie dwóch rewelacji tego sezonu. Raków co prawda już w ubiegłym sezonie pokazał się z dobrej strony, ale sezon zakończył w grupie spadkowej. W tym sezonie częstochowianie rozgrywają najlepszy sezon w historii klubu. Są o krok od zdobycia medalu mistrzostw Polski i wygrania krajowego pucharu.

Warta jako beniaminek chyba jeszcze bardziej zaskakuje. W poprzedniej kolejce podopieczni Piotra Tworka zapewnili sobie utrzymanie, a przed tym spotkaniem zajmowali wysoką 6. pozycję w PKO BP Ekstraklasie. Faworytami byli jednak goście. 

Trener Marek Papszun nieco zaskoczył wyjściową jedenastką. W składzie pojawili się Peter Schwarz i Marko Poletanović, a także Daniel Szelągowksi i Jarosław Jach oraz debiutant Wiktor Długosz. 

Mecz mógł świetnie rozpocząć się dla gospodarzy. Już w 8. minucie Ivi Lopez zagrał piłkę ręką w polu karnym Rakowa i sędzia wskazał na 11. metr. Do piłki podszedł Mateusz Kupczak, ale jego silne uderzenie zatrzymało się na poprzeczce. Raków długo nie potrafił stworzyć zagrożenia pod bramką gospodarzy. Dopiero w 35. minucie zatrudniony został Adrian Lis, gdy świetne techniczne podanie Lopeza trafiło do Andrzeja Niewulisa, ale obrońca Rakowa trafił wprost w bramkarza.

Nie całe 10 minut później częstochowianie objęli prowadzenie. Gospodarze wykonywali rzut rożny, ale zrobili to tak nieporadnie, że piłkę w prosty sposób przejął Jach, który głową podał do Szelągowskiego, który dograł do Gutkovskisa, a Łotysz wykorzystał błąd miejscowej obrony i huknął lewą nogą pod poprzeczkę. Łotysz przełamał się zatem i w pucharze i w lidze.


Kiedy wydawało się, że Czerwono-Niebiescy spokojnie prowadząc zejdą do szatni, to piłkę ręką w polu karnym zagrał Niewulis. Sędzia po raz drugi w tym meczu wskazał na 11. metr i po raz drugi Warta nie wykorzystała dogodnej szansy. Mateusz Kuzimski strzelił za lekko i Dominik Holec nie miał problemów z wyłapaniem strzału.

W doliczonym czasie Makana Baku strzelił niebezpiecznie, ale wspaniałą robinsonadą popisał się bramkarza Rakowa, dzięki któremu częstochowianie schodzili na przerwę z zerowym kontem po stronie strat.

Już na początku drugiej części trener Papszun zaczął stopniowo wprowadzać zawodników pierwszego składu na boisko. Już w 50, minucie Jach z bliska uderzał głową, ale Lis dobrze wywiązał się ze swoich obowiązków. W odpowiedzi Mateusz Czyżycki sprawdził czujność golkipera spod Jasnej Góry. Holec był górą.

Raków się nie zatrzymywał, a swoje osiągnął w 70. minucie. Goście mieli rzut wolny w okolicach środka boiska. Stojącą piłkę w pole karne wrzucił Jach, ta miała trafić do Jakuba Araka, ale napastnika gości uprzedził Jakub Kiełb, który po interwencji główką pokonał własnego bramkarza. 

Taki obrót spraw podłamał gospodarzy, którzy przestali nękać defensywę gości. Raków wygrał 3 mecz z rzędu i jest coraz bliżej historycznego sukcesu.

Warta Poznań - Raków Częstochowa 0:2 (0:1)  

41. Gutkovskis, 70. Kiełb (sam.)    

Warta Poznań: Lis – Grzesik, Kiełb, Ivanov, Ławniczak, Trałka (83. Sopoćko), Czyżycki (64. Żurawski), Kupczak, Baku (71. Rod, Zrelak (71. Jakóbowski), Kuzimski.     

Raków Częstochowa: Holec - Piątkowski, Niewulis, Jach, Długosz (58. Tudor), Poletanović (66. Lederman), Schwarz, Wdowiak (46. Kun), Szelągowski (60. Cebula), Ivi, Gutkovskis (46. Arak).


Autor: Piotr Muszalski/pm/