Wojna na Bliskim Wschodzie pokazuje, że światowi przywódcy nie wyciągają wniosków z tego, co już wydarzyło się w historii świata – mówił w Radiu Katowice historyk z katowickiego IPN, doktor Andrzej Sznajder.
Dyrektor katowickiego oddziału Instytutu dodał, że wojna w Zatoce Perskiej może mieć bardzo poważne skutki dla całego świata.
„Mam wrażenie, że politycy hołdują zasadzie, iż wojna to po prostu jedno z narzędzi prowadzenia polityki, ale jednocześnie zapominają, że żadna wojna nigdy nie jest narzędziem pokoju. W czasie wojny zwykłym ludziom jest pisana tylko jedna rola – rola ofiary” – powiedział dr Andrzej Sznajder.
Historyk zwrócił uwagę, że już kilka lat temu papież mówił o trzeciej wojnie światowej.
„Papież Franciszek powiedział coś takiego kilka lat temu, że mamy trzecią wojnę światową w kawałkach – na razie. I niestety tamta diagnoza wciąż jest aktualna”.
28 lutego 2026 roku Izrael i Stany Zjednoczone zaatakowały Iran. Kilka dni temu Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu wydało ostrzeżenie skierowane do państw europejskich, przestrzegające przed dołączeniem do wojny.
Dyrektor katowickiego IPN, Andrzej Sznajder, przypomniał w rozmowie z Radiem Katowice, że władze PRL zrobiły wszystko, by wyniki badań nad ołowicą dzieci z Szopienic nie ujrzały światła dziennego.
Jak dodał, system komunistyczny w PRL próbował ukrywać dane o zanieczyszczeniu środowiska na Górnym Śląsku. Najbardziej jaskrawym przykładem była sprawa doktor Jolanty Wadowskiej-Król, której odmówiono uzyskania doktoratu za pracę dotyczącą ołowicy dzieci w Szopienicach.
„Była lekarką w miejscowej przychodni, która zauważyła problem, który tak naprawdę przerastał możliwości jednej osoby. Co więcej, przerastał ją nie tylko jako lekarza w leczeniu tak poważnego schorzenia i tak wielkiej liczby dzieci, ale – jak szybko zrozumiała – zmagała się nie tylko z problemem zdrowotnym, lecz z całym systemem”.
Dyrektor katowickiego oddziału IPN podkreślił, że działania władz PRL w tej sprawie, czyli ukrywanie niewygodnych danych, nie były niczym wyjątkowym.
„Stąd nie dziwi mnie w żaden sposób to przyłożenie wielkiej miary i wielkiej staranności do zachowania w tajemnicy faktu, że problem nie jest jednostkowy i przypadkowy, ale systemowy i – trzeba powiedzieć – masowy”.
Dopiero w 2021 roku Jolanta Wadowska-Król otrzymała tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego, a w 2017 roku – tytuł Honorowej Obywatelki Katowic – dekady po tym, gdy próbowano wymazać jej pracę z oficjalnej historii.
Rozmowę przeprowadził Piotr Pagieła.
Dyrektor katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej doktor Andrzej Sznajder jest gościem Radia Katowice. Dzień dobry panie dyrektorze.
Dzień dobry.
A jednocześnie historyk z wykształcenia i od tego właśnie wątku chciałem zacząć naszą rozmowę. Panie doktorze, jak pan patrzy na to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, to ma pan podobne wnioski jak ja, że politycy nie wyciągają wniosków z historii?
To jest niezwykle trudny moment -mam wrażenie- w naszej, co by nie powiedzieć, historii. Mam wrażenie, że politycy hołubią zasadzie, że wojna to po prostu jedno z narzędzi prowadzenia polityki, ale jednocześnie zapominają, że żadna wojna nigdy nie jest narzędziem pokoju. Przypominam też sobie takie słynne zdanie Ryszarda Kapuścińskiego, który kiedyś -nie pamiętam gdzie- napisał, że w czasie wojny zwykłym ludziom jest pisana tylko jedna rola, rola ofiary. Co ciekawe -jak sądzę- miał tu na myśli nie tylko tych, którzy wojny przegrywają, ale także tych ludzi, te społeczeństwa, które w jakimś sensie wojny wygrywają. Niestety to co oglądamy jest tego bardzo nie tylko smutnym, ale wręcz zatrważającym tego przykładem.
Panie doktorze czy to jest już trzecia wojna światowa?
Papież Franciszek powiedział coś takiego kilka lat temu, że mamy trzecią wojnę światową w kawałkach. Na razie. Niestety tamta diagnoza wciąż jest aktualna. Mam nadzieję, że tylko w kawałkach.
To teraz nasze śląskie podwórko panie dyrektorze. Od początku lipca w jednej z telewizji mamy serial zatytułowany „Ołowiane dzieci”. To cykl zainspirowany historią doktor Jolanty Wadowskiej-Król, zwaną też „Matką Boską Szopienicką” przez niektórych, albo też „śląską Sendlerową”. To pani doktor, która leczyła dzieci chore na ołowicę. Ja nie chciałbym o tym serialu, bo z tego co wiem, ani pan, ani ja go nie oglądaliśmy, natomiast chciałbym o samej doktor Wadowskiej-Król porozmawiać i o tym systemie PRL-owskim, w którym przyszło jej żyć i przyszło jej leczyć. To było bardzo przewrotne, bo z jednej strony państwo polskie, czyli PRL dbał o to żeby produkcja w Szopienicach była coraz wyższa i normy zostały spełnione, z drugiej strony nieoficjalnie rzeczywiście leczył i pomagał leczyć te dzieci, a trzeciej strony robił wszystko żeby te wyniki badań pani Wadowskiej-Król nie wyszły na światło dzienne. To jest powiedziałbym taki rozkrok, o którym nie śniło się chyba najbardziej światłym historykom panie doktorze?
To jest bardzo ciekawy problem, ponieważ równocześnie, kiedy zdiagnozowano -jako problem- ołowicę u dzieci w Szopienicach, w najlepsze rozwijała swoją produkcję, powstała dopiero w drugiej połowie lat 60. Huta Cynku i Ołowiu w Miasteczku Śląskim i tam po kilku latach stwierdzono bardzo podobny problem. Ta historia właściwie się powtórzyła. Dopiero w latach 90. zaczęto głośno mówić o pojawiającym się problemie, czyli ołowicy u dzieci. Zresztą w Miasteczku Śląskim bardzo często już w lipcu na drzewach liście żółkły i opadały, a w całej okolicy, w miasteczku Żyglinie -to była wówczas dzielnica Tarnowskich Gór- zabroniono nie tylko budowy nowych domów, ale nawet przebudowy i remontów, już istniejących. Zakładano zatem już wtedy, że ta część Tarnowskich Gór wówczas, po prostu w którymś momencie zniknie z mapy miasta. Zdawano sobie w pełni sprawę z tego czym jest tego rodzaju zakład produkcyjny, jak huta cynku i ołowiu w szczególności, stąd nie dziwi mnie w żaden sposób to przyłożenie wielkiej miary i wielkiej staranności do zachowania jednak w tajemnicy, że problem nie jest jednostkowy i przypadkowy, ale systemowy i w sumie masowy trzeba powiedzieć.
Pani dyrektorze, ale pani Jolanta Wadowska-Król nie była ani rewolucjonistką, ani tym bardziej aktywistką. Była po prostu zwykłą lekarką, której na sercu leżało dobro dzieci.
Była lekarką w miejscowej przychodni, która zauważyła po prostu problem. Problem który tak naprawdę przerastał możliwości jednej osoby, co więcej, przerastał ją nie tylko jako lekarza by podołać leczeniu tak poważnego schorzenia i tak wielkiej liczby dzieci…
Bo mówimy o około 5 tysiącach.
Tak. A poza tym chyba miała świadomość, albo szybko zrozumiała, że zmaga się nie tylko z poważnym problemem zdrowotnym dzieci, ale z całym systemem, który stawiał sobie za cel niedopuszczenie do wyświetlenia tego problemu, do ukazania go na światło dzienne.
To ja zapytam tak panie doktorze, dlaczego dopiero po 30 latach tak naprawdę czy dwudziestu kilku latach, a potem po 30 Jolanta Wadowska-Król została doceniona, bo doktor honoris causa Uniwersytetu Śląskiego, a w 2014 Honorowa Obywatelka Katowic. Dlaczego to musiało w wolnej Polsce trwać tak długo?
Chyba wciąż sobie nie zdajemy sprawy z tego typu problemów, które się pojawiają jako pewnego rodzaju schorzenia, choroby cywilizacyjne, że są to problemy, które idą w poprzek interesom wielkich koncernów i w związku z tym nie jest dobrze o tym mówić głośno. A ten problem, jak sądzę, już może nie jako ołowicy, ale w wielu innych przypadkach wciąż gdzieś tam -jako schorzenia cywilizacyjne- się pojawia i o nich nie wiemy tak naprawdę.
To na koniec naszej rozmowy Częstochowa i to, co się będzie działo jutro, czyli spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. To związane jest z 45. rocznicą rejestracji „Solidarności”. Będzie uroczystość, będą wystawy, będą wręczone krzyże.
Tak, to jedno z kolejnych tego typu spotkań, na które zapraszamy właśnie z okazji 45. rocznicy rejestracji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, a także -możemy dodać- Niezależnego Zrzeszenia Studentów, bo wśród tych którzy są odznaczeni i będą Krzyżem Wolności i Solidarności są i działacze tego związku i działacze NZS-u, ale także działacze opozycji antykomunistycznej z okresu sprzed 1980 roku jeszcze współpracujący z Komitetem Obrony Robotników, z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela i wieloma innymi podobnymi -może mniej znanymi szeroko- organizacjami czy środowiskami, które stanęły na drodze systemowi komunistycznemu.
Panie dyrektorze to na koniec, parafrazując słowa klasyka, śpieszymy się doceniać tych, którzy walczyli o naszą wolność, bo są już takim wieku, że niedługo mogą odejść. Coraz więcej odchodzi tych zasłużonych.
Tak, obserwujemy to z niepokojem, dlatego że odchodzi pokolenie, które miało udział w naprawdę nadzwyczajnym, niezwykłym i wyjątkowym wydarzeniu, myślę tu o powstaniu „Solidarności”, która doprowadziła poprzez determinację swoich członków do odzyskania przez Polskę niepodległości. To jedno z takich niewielu pokoleń w historii Polski, które walcząc o tę wolność, o niepodległość, jej doczekało jednocześnie. Co ciekawe, to jest dla mnie rzecz absolutnie niezrozumiała, że po roku 1989 tak szybko zapomnieliśmy o tej niezwykłej historii. Zdeprecjonowaliśmy to pokolenie, ich niezwykłe poświęcenie i osiągnięcie jakim było to, co dzieje się w Polsce i mogło się wydarzyć dzięki nim po roku 1989. To spotkanie, o którym tu mówimy, jedno z wielu które odbywają się w całej Polsce, to jest próba -podobnie jak sam Krzyż Wolności i Solidarności- nie tylko podziękowania im, ale także powtórzenia, że są ważnymi ludźmi, są ważnym pokoleniem w sztafecie pokoleń Polski.
I tu musimy postawić kropkę. Doktor Andrzej Sznajder, dyrektor katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej o poranku był gościem Radia Katowice. Dziękuję bardzo.
Dziękuję bardzo.
Zawsze jesteśmy w centrum wydarzeń. Dyskutujemy o problemach ważnych dla kraju i regionu. Zadajemy trudne pytania, zmierzamy do sedna sprawy. Wykładamy kawę na ławę.
